Tu podaj tekst alternatywny
eXTReMe Tracker
Kategorie: Wszystkie | Burdel | Koalicja | Ojciec Dyrektor | Opozycja | Rząd | Z życia Kaczek
RSS
piątek, 17 lutego 2006
Rocznica męczeńskiej śmierci Giordano Bruno
Giordano Bruno (1548 - 17 lutego 1600) - włoski dominikanin, w 1576, gdy został oskarżony o herezję, wystąpił z zakonu.



Następnie podróżował po Europie Zachodniej, uczestnicząc w życiu ówczesnych uniwersytetów. W 1579 w Genewie został na pewien czas uwięziony przez kalwinów. Jeden z największych umysłów XVI wieku. Za swoje poglądy został skazany na więzienie i tortury przez inkwizycję rzymską w 1592 roku. Spalony na stosie 17 lutego 1600 roku, po zatwierdzeniu wyroku przez papieża Klemensa VIII.


źródło

"Wy, którzy mnie skazujecie, bardziej być może boicie się tego wyroku niż ja"
Giordano Bruno

"Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich,albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania"
Blaise Pascal



środa, 15 lutego 2006
Sondaż PBS: prezydent Kaczyński stracił w oczach Polaków
Jak wynika z sondażu przeprowadzonego dla "Gazety" większość Polaków cieszy się, że Sejm nie został rozwiązany. Jedna trzecia straciła jednak zaufanie do prezydenta, który tak zadecydował. Większość z nas nie wierzy też w pakt stabilizacyjny.

Takie wyniki przynosi błyskawiczny sondaż "Gazety" przeprowadzony we wtorek po południu. Badania PBS pokazują ponadto, jak "zakręcona" jest - w opinii badanych - sytuacja.

Oto wyraźna większość Polaków ucieszyła się, że przyspieszonych wyborów nie będzie. Tylko najmłodsi (18-24 lata) woleliby wybory.

Jednocześnie prezydent, który po kilku godzinach politycznych podchodów ostatecznie zakomunikował w poniedziałkowy wieczór tę dobrą nowinę, raczej na tym wszystkim stracił. Co trzeci badany twierdzi, że jego zaufanie do głowy państwa spadło, a tylko co siódmy mówi, że wzrosło (u reszty - bez zmian).

Nieco mocniej rozczarowali się mężczyźni, łagodniej oceniły Kaczyńskiego kobiety. Także mniej wykształceni i starsi rzadziej deklarują stratę zaufania, co potwierdza, że taki właśnie elektorat będzie PiS bardziej wierny niż ludzie młodzi i lepiej wykształceni.

Skąd ten uszczerbek na prezydenckim wizerunku?

Z poprzednich sondaży "Gazety" wiemy, że prezydent cieszy się sporym kapitałem zaufania, a 40 proc. badanych oczekuje, że będzie lepszym prezydentem niż jego poprzednik. Kiepsko wypadła jednak ocena bezstronności Lecha Kaczyńskiego, większość twierdziła, że będzie bardziej stronniczy niż Kwaśniewski. Kto wie, czy nie tu właśnie kryje się główny powód utraty zaufania po poniedziałku - zaangażowanie Kaczyńskiego w PiS-owską grę było aż nadto widoczne.

Poza tym, jak widać na wykresach, ponad połowa badanych nie wierzy w trwałość paktu stabilizacyjnego, za którym ostatecznie opowiedział się Lech Kaczyński. Tym samym zapewnienia prezydenta z orędzia, że mając "stabilną większość, rząd będzie działał jeszcze lepiej, jeszcze szybciej, jeszcze skuteczniej", nie przekonały ogółu Polaków.

O wszystkich tych reakcjach w największym stopni decydował profil polityczny badanych. Stratę zaufania do Kaczyńskiego odczuło aż 61 proc. zwolenników PO, 45 proc. SLD i tylko 5 proc. - nadzwyczaj lojalnych - ludzi PiS.

Zadowolenie, że Sejm przetrwał, jest najmocniejsze wśród zwolenników PiS (74 proc.) i partii satelickich: Samoobrony (58 proc.) i LPR (51 proc.). Za to ludzie Platformy w zdecydowanej większości (67 proc.) woleliby szybsze wybory.

W trwałość paktu wierzą głównie zwolennicy trzech partii, które go tworzą: po 70 proc. PiS i LPR, 45 proc. - Samoobrony. I tylko margines zwolenników PO i SLD.

Badanie telefoniczne PBS 14 lutego na reprezentatywnej próbie 500-osobowej.

Przedruk z Gazety
źródło
O orędziu Prezydenta słów kilka
Jaśnie nam panujący Prezydent IV Rzeczpospolitej Lech Kaczynski w telewizyjnym orędziu no Narodu łaskawie oznajmił, iż Pakt stabilizacyjny PiSu z Samoobroną i LPR-em to rzecz wspaniała wiec nie ma co rozwiazywać parlamentu. Przy okazji obwinił PO za brak koalicji z PiS-em (sic!).


A mi wstyd, wstyd, wstyd. Ale pocieszam się że będą jeszcze się działy rzeczy które filozofom się nie śniły. Doceńmy Pana Prezydenta i koalicje PiSu z Samoobroną i LPR-em!
wtorek, 14 lutego 2006
Google łamie prawa człowieka !!!
Blog dziadostwo przyłacza się i popiera bojkot wyszukiwarki GOOGLE


Dlaczego bojkotujemy google?



piątek, 10 lutego 2006
Nasz Dziennik o prowokacji Faktu
Dziennikarze brukowca "Fakt" wielokrotnie wprowadzali w błąd organy państwa, podejmując próby przeprowadzenia dziennikarskich "prowokacji". W konsekwencji ministerstwa uszczelniają dostęp do informacji w obawie przed wykorzystaniem ich w niewłaściwy sposób
Wszystkie chwyty dozwolone?

Działania wydawanej w Polsce przez niemiecką spółkę Axel Springer gazety "Fakt", która posłużyła się kłamstwem w celu zdyskredytowania i ośmieszenia jednego z ministrów rządu Kazimierza Marcinkiewicza, są zaprzeczeniem zasad rzetelnego dziennikarstwa. Takiego zdania jest wielu polityków, samorządowców i samych dziennikarzy. Co więcej, prymitywne sztuczki skandalizującego brukowca mogą spowodować poważne utrudnienia dziennikarzy w dostępie do informacji, zmniejszają również wiarygodność przekazywanych przez media wiadomości. Tym bardziej że - jak się okazuje - nie był to jedyny wybryk tabloidu. Dyskusję dotyczącą zasad etyki dziennikarskiej zorganizuje niebawem Krajowa Rada Radiofonii i Radiofonii.

- Prowokacja dziennikarska, mająca na celu ujawnienie korupcji, ujawnienie jakichś grup przestępczych, nieuczciwości, oszustw jest dopuszczalna, rzecz jednak w tym, że działania dziennika "Fakt" prowokacją dziennikarską nazwać nie można - uważa Tomasz Skłodowski, były dziennikarz TVP, autor programów ujawniających kulisy głośnych afer, obecnie rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Przed kilkoma dniami jeden z reporterów "Faktu", podszywając się pod asystenta o. Tadeusza Rydzyka CSsR, dyrektora Radia Maryja, zadzwonił do sekretariatu ministerstwa rolnictwa z prośbą o przysłanie samochodu w zastępstwie tego, który rzekomo nagle się zepsuł.
Kilka miesięcy wcześniej ten sam dziennikarz "Faktu", zaledwie kilkanaście dni po zaprzysiężeniu rządu Kazimierza Marcinkiewicza, podczas pobytu w Ostródzie w kontaktach z przedstawicielami administracji państwowej i samorządowej podawał się za pracownika jednego z ministerstw. Efektem był wymierzony w organy administracji państwowej rzekomo "demaskatorski" artykuł opublikowany na łamach "Faktu".
- Rozumiem, że jak ktoś nie ma odwagi, by napisać artykuł rozbijający lokalne korupcyjne powiązania, nie jest dość inteligentny, by zdobyć informacje potrzebne do zrobienia dobrego newsa, wówczas zajmuje się tego rodzaju "prowokacjami". Rzecz w tym, że "prowokacja" mająca na celu nie ujawnienie jakichś nieprawidłowości, afer, korupcji, a jedynie "zrobienie z kogoś głąba", to nie dziennikarstwo, a zwykłe "szołmeństwo" - uważa Tomasz Skłodowski.
Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, prowokacji mogą dokonywać funkcjonariusze policji i służb czuwających nad bezpieczeństwem obywateli. Tymczasem zdarza się, że dziennikarze, którzy mylą zasady rzetelnego, ale też czasochłonnego i żmudnego "dziennikarstwa śledczego" z obliczoną na poklask "prowokacją", naruszają przepisy kodeksu karnego. Art. 24 kk mówi, bowiem: "Odpowiada jak za podżeganie, kto w celu skierowania przeciw innej osobie postępowania karnego, nakłania ją do czynu zabronionego".
- Jest bardzo cienka granica między tym, co wypada, a czego nie wypada robić. Tak więc zachowanie dziennikarzy "Faktu", mówiąc delikatnie, specjalnie eleganckie nie było. Jeżeli ktoś dopuszcza się prowokacji, to zazwyczaj zakłada, że prowokowany da się sprowokować - twierdzi znany publicysta Stanisław Michalkiewicz.

Ekscesy utrudnią pracę dziennikarzom
Nie ulega wątpliwości, że tego typu ekscesy utrudnią pracę dziennikarzy. Po ostatnich wyczynach tego tabloidu dostęp do informacji, rozmówców - osób pełniących ważne funkcje w życiu publicznym, do tej pory chętnie rozmawiających z dziennikarzami, będzie znacznie utrudniony. Pracownicy niemal wszystkich resortów, uczuleni na możliwość kłamliwych prowokacji teraz niechętnie udzielają telefonicznych informacji przedstawicielom mediów. Również sami politycy, zarówno z lewicy, jak i z prawicy, którzy dotąd nie unikali kontaktów z przedstawicielami mediów, niechętnie rozmawiają z dziennikarzami, których nie znają.
- Działania dziennikarzy "Faktu" służą budowaniu takiej sztywnej rzeczywistości, w której nie będzie kontaktów na linii polityk czy działacz społeczny - dziennikarz, bo będzie brakowało wzajemnego zaufania, dojdzie do sytuacji jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie niekiedy władze czy państwowe, czy samorządowe ograniczają się do odczytania oświadczenia, żadnych pytań, żadnych osobistych kontaktów z dziennikarzami - uważa Tomasz Markowski (PiS), który niedawno sam stał się ofiarą oszustwa - prowokacji dziennikarza jednej z gazet, której redaktor naczelny, dziś obrońca "zasad demokracji", jeszcze niedawno pełnił stanowisko sekretarza KC PZPR.
- Zadzwonił do mnie mężczyzna, który przedstawił się jako mój wyborca, a później bardzo ostro zaczął atakować za podejmowane działania. Nie przebierał w słowach, bardzo agresywny, dopiero na końcu rozmowy przyznał, że jest dziennikarzem. Do dziś nie rozumiem, dlaczego nie potrafił rozmawiać, krytykować pod swoim nazwiskiem - opowiada Markowski.
Były wiceprezydent Wrocławia Dawid Jackiewicz, obecnie poseł PiS, znany z doskonałych kontaktów z mediami, w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przyznaje, że działania "Faktu" nie służą żadnym pozytywnym celom, a jednocześnie szeroko nagłaśniane, sprowadzają w oczach opinii publicznej dziennikarstwo do poziomu brukowego.
- To, co zrobił "Fakt", powoduje, że traci się zaufanie do dziennikarzy. Dojdzie do sytuacji, w której nie tylko politycy, samorządowcy, ale ludzie rozmaitych środowisk, wybitne autorytety w swoich dziedzinach zaczną unikać kontaktu z mediami, nie wiedząc, kiedy kontaktujący się z nimi dziennikarz mówi prawdę, a kiedy kłamie - twierdzi Jackiewicz. Niezwykle wymowną oceną działań reporterów "Faktu" były komentarze internautów, wśród których przeważały opinie określające postępowanie dziennikarzy tej gazety w sposób bardzo krytyczny.
Warto też przypomnieć, że takie działania łamią kodeks etyki dziennikarskiej, który mówi m.in.: "W zbieraniu materiałów nie wolno posługiwać się metodami sprzecznymi z prawem i nagannymi etycznie". Z kolei w kodeksie etycznym dziennikarza Polskiej Agencji Prasowej, określającym sposoby i metody działania reportera zapisano, że dziennikarz "nie podszywa się pod kogoś innego, próbując zdobyć informację".
Wojciech Wybranowski

Jacek Kurski, dziennikarz, poseł PiS, dla "Naszego Dziennika":
Nie ma, co ukrywać, że i "Fakt", i inne media mają absolutne prawo do robienia tzw. prowokacji dziennikarskiej. Ostatnie działania "Faktu" wymierzone w ministra Jurgiela wydają mi się jednak o tyle niesmaczne, że żerują na ludzkiej potrzebie, wyszydzając dobroć serca. Dziennikarskie prowokacje są uprawnione wtedy, gdy piętnują zło, korupcję, nieuczciwość, natomiast żerowanie i wyśmiewanie czyjejś chęci niesienia pomocy jest po prostu żenujące i świadczy o tym, że niektóre media mają obsesję na punkcie o. Tadeusza Rydzyka i jego rzekomych powiązań.
not. WW


prawda wg Rydzyka. Pozamykać wszystkich co Rydzyka nie chcą słuchać i mu kasę wysyłać!!!!!

środa, 08 lutego 2006
Marcinkiewicz i jego sto dni
Propaganda Marcinkiewicza szaleje. Niby jest dobrze oceniany przez spoleczeństwo. No i co z tego wynika?

Nic

Pomimo propagandowych chwytów, opowiadania o sukcesach "ani tyci" nie poszliśmy do przodu.

A jakie ma sukcesu na karku?
  • Radio Maryja jako radio rzadowe to nowość jakościowa. Ja bym powiedział, ze Rydzyk wogóle rządzi, kreuje rzeczywistość. Po wyborach główny ekspert Radia Maryja J.R. Nowak, mówił, że koalicja z PO nie bedzie dobra, ze potrzeba rżadu katolicko-narodowego. No i proszę rząd z Lepperem i innymi dziadami trwa (ciekawe jak długo).
  • Wmawianie ludziom głupot
  • Kabaret pt. "Tanie Państwo"
  • Zawłaszczanie Państwa
  • Zawłaszczanie mediów
Rydzyk i jesgo durne tłumaczenie

Ojciec Rydzyk: min. Jurgiel zrobił dobry uczynek

Ojciec Tadeusz Rydzyk w nocy z wtorku na środę w Radiu Maryja wyraził współczucie ministrowi rolnictwa Kazimierzowi Jurgielowi, że uległ prowokacji dziennikarza "Faktu" i wysłał służbowy samochód rzekomo po niego.

"Bardzo współczuję panu ministrowi Jurgielowi. Dziękuję za jego życzliwość, to świadczy tylko o klasie człowieka, że chce pomóc potrzebującym" - powiedział o. Rydzyk.

Dyrektor Radia Maryja przyznał, że ministra Jurgiela poznał klika lat temu na koncercie Rodziny Radia Maryja "A to Polska właśnie" w Białymstoku, a później nie raz gościł go w swojej rozgłośni.

"Ja nigdy nie poprosiłbym o taką sprawę, o samochód, bo nie śmiałbym. Szukałbym pomocy jakoś inaczej" - podkreślił redemptorysta.

Ojciec Rydzyk prowokację dziennika "Fakt" określił jako zachowanie nieetyczne i przestępcze. "Na miejscu pana Jurgiela oddałbym sprawę do prokuratury, bo to było zlekceważenie legalnie wybranej władzy, wyśmiewanie organów Rzeczypospolitej" - dodał.

We wtorek "Fakt" opisał, jak jego dziennikarz podając się za asystenta o. Rydzyka poprosił telefonicznie ministra Jurgiela o użyczenie duchownemu samochodu, gdyż jego auto zepsuło się. Minister zgodził się i wysłał służbowe auto na wskazane miejsce w Warszawie.

Na publikację zareagował premier Kazimierz Marcinkiewicz. "Chciałem przeprosić wszystkich Polaków za to, że minister Jurgiel poddał się tej prowokacji. To jest sytuacja niedopuszczalna. Upomniałem go" - powiedział premier we wtorek na konferencji prasowej.

"Nie wiem za co premier przeprasza. Szanuję go, ale nie można przepraszać za to, że się żyje. Tamten człowiek (Jurgiel - PAP) chciał zrobić dobry uczynek. I za to go potępiać? Dziękować Bogu, że jeszcze są ludzie z sercem" - mówił o. Rydzyk w nocnej audycji.


źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3152878.html
Meritum
Rydzyk von Świeta Krowa stwierdził, że na swoich ministrów może liczyć i mogą mu za taxi robić. Ciekawe o co mógłby prosić Minister. Jeszcze durnowato tłumaczy, że prowokacja była nieetyczna. Oj Ojcze, Jak Ci ukraść krowę to źle........
Chyba inną etykę wyznajemy

wtorek, 07 lutego 2006
Minister wozi Rydzyka
Minister Krzysztof Jurgiel, w miarę swoich możliwości, zawsze stara się pomagać ludziom w potrzebie i taką decyzję podjął w tym przypadku" - oświadczenie tej treści pojawiło się na stronach Ministerstwa Rolnictwa."Jednocześnie minister wystąpił o obciążenie go kosztami transportu za całą trasę opisaną w artykule".


Premier przeprosił za zachowanie ministra. Powiedział, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy.
Dziennikarze "Faktu" przeprowadzili prowokację. Gazeta sprawdziła, jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja. Zamówiła dla niego limuzynę w resorcie rolnictwa. Minister Krzysztof Jurgiel błyskawicznie spełnił życzenie.

Osobiście wysłał rządowy samochód dla księdza Rydzyka.

Co może ksiądz Tadeusz? Czy plotki o jego wpływach na władzę były tylko plotkami? "Fakt" postanowili sprawdzić. Dziennikarze biją się w piersi - użyli podstępu.

Reporter ""Faktu" podszył się pod asystenta ojca Rydzyka. Spod jednego z warszawskich banków zadzwonił do sekretariatu ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Wybór nie był przypadkowy. Jurgiel jest częstym gościem audycji Radia Maryja.

Dziennikarz "Faktu" zatelefonował do sekretariatu ministra. Pilna sprawa. Zepsuł się samochód księdza Rydzyka, trzeba mu szybko podstawić rządową limuzynę.

Reakcja ministra Jurgiela przekracza najśmielsze oczekiwania. Minister osobiście wybiera samochód i wysyła wraz z kierowcą pod bank. Natychmiast!

Na hasło "Ojciec Dyrektor" szef resortu zrobił z ministerstwa radio taxi. Jak do tego doszło opisują w "Fakcie" dziennikarze tej gazety Piotr Chęciński i Marcin Kowalczyk.

żródło: http://wiadomosci.onet.pl/1256095,11,item.html




No i co Państwo na to? Minister gotowy do wożenia świętej krowy? Dlaczego? Bo mu sie dyspozycyjność opłaca. Minister powinien ustąpić, ale cóż w naszym kaczym państwie takie zdarzenia są normalne