Tu podaj tekst alternatywny
eXTReMe Tracker
Kategorie: Wszystkie | Burdel | Koalicja | Ojciec Dyrektor | Opozycja | Rząd | Z życia Kaczek
RSS
piątek, 28 kwietnia 2006
SZAMBO !!!
Przestępca rządzi Polską :(
Braciom Kaczynskim dziękujemy za taką Polskę
środa, 26 kwietnia 2006
Paweł Piskorski usunięty z PO
Zarząd Krajowy PO postanowił o wykluczeniu Pawła Piskorskiego z partii - poinformował w środę szef Platformy Donald Tusk.

Szef PO Donald Tusk podkreślił, że powodem wykluczenia są kolejne kontrowersje wokół biznesowej działalności Piskorskiego, które narażają partię na utratę zaufania społecznego. Tusk dodał, że nie ma możliwości odwołania się od decyzji wykluczającej eurodeputowanego z partii.

Przewodniczący Platformy powiedział, że wokół działalności biznesowej Piskorskiego regularnie pojawiają się wątpliwości i to zadecydowało o wykluczeniu go z partii. Zwrócił uwagę, że mamy do czynienia z permanentnym kryzysem zaufania publicznego do osoby eurodeputowanego.

- Problem polega na tym, że raz na jakiś czas - ale niestety niezwykle systematycznie - pojawiają się wątpliwości wokół tego polityka i to wątpliwości dotyczące także strony finansowej jego działalności - powiedział szef PO.

Tusk podkreślił, że nie oznacza to, iż partia uznaje Pawła Piskorskiego za winnego stawianym mu w prasie zarzutom. Podkreślił, że zarząd Platformy, który w środę wykluczył Piskorskiego z partii, nie badał jego działań pod kątem zgodności z prawem.

Przewodniczący Platformy zapowiedział, że w najbliższych dniach zostaną podjęte także daleko idące konsekwencje w stosunku do warszawskich struktur PO.

Tusk powiedział, że tuż po podjęciu przez zarząd decyzji Piskorski został o niej poinformowany, wcześniej niż dziennikarze.

Na pytanie, czy wykluczenie Piskorskiego nie osłabi Platformy, odpowiedział: "Takie decyzje prędzej, czy później przynoszą wyłącznie dobre skutki". "Jestem przekonany, że zdecydowanie lepiej podejmować twarde i przykre decyzje - lepiej późno niż wcale - po to, aby naprawdę budować siłę na zdrowych fundamentach" - zaznaczył Tusk.

Podkreślił, że podejmując decyzję zarząd nie brał pod uwagę "doraźnego interesu" partii. "Nie chcielibyśmy budować Platformy, szczególnie w tak ważnym miejscu jak Warszawa, na fundamentach, które nie są zdrowe" - powiedział Tusk.

Ponadto poinformował, że podjęto decyzję "o przejęciu odpowiedzialności przez nowo wybrane władze krajowe, które PO wybierze w maju, za kształt list samorządowych w Warszawie w zbliżających się wyborach".

źródło
Gratuluję PO dobrej decyzji
Lepper najgłupszy, premier najmądrzejszy
PRZEGLĄD PRASY. Andrzej Lepper musi czerwienić się ze wstydu. Kazimierz Marcinkiewicz ma się z czego cieszyć - pisze "Fakt".

Polacy uznali szefa Samoobrony za najgłupszego, a premiera za najmądrzejszego polityka. Takie są wyniki sondażu TNS OBOP dla "Faktu".

Gdy tylko "Fakt" dostał wyniki badania, natychmiast zadzwonił do zwycięzcy w kategorii najgłupszego polityka. Lepper po prostu się wściekł. "Nie będę tego komentował!" - grzmiał. Nie chciał słuchać tego, co mówią Polacy - zaznacza "Fakt".

Według dziennika, z wyborem najmądrzejszego polityka Polacy nie mieli problemów. Wszyscy - poza młodzieżą (w przedziale 18-29 lat) - wskazali na Kazimierza Marcinkiewicza.

Premier był zaskoczony, ale i zadowolony - podkreśla "Fakt". "Jestem zaszczycony i bardzo za to dziękuję" - powiedział dziennikowi wyraźnie zadowolony ze swego zwycięstwa.

"Fakt" podaje w tabeli wyniki sondażu na najgłupszego (pierwsza liczba) i najmądrzejszego polityka (druga):
1. Andrzej Lepper (Samoobrona) 38/10 proc.;
2/Roman Giertych (LPR) 18/3 proc.;
3.Stanisław Łyżwiński (Samoobrona) 3/0 proc.;
4.Przemysław Gosiewski (PiS) 3/1 proc.;
5. Krzysztof Filipek (Samoobrona) 2/0 proc.;
6. Anna Sobecka (LPR) 1/0 proc.;
7. Marek Kotlinowski (LPR) 1/0 proc.;
8. Jan Rokita (PO)9/9 proc.;
9. Ryszard Kalisz (SLD) 2/2 proc.;
10. Jerzy Szmajdziński (SLD) 1/1 proc.;
11.Marek Jurek (PiS) 2/3 proc.;
12 Jarosław Kalinowski (PSL) 2/3 proc.;
13. Wojciech Olejniczak (SLD) 2/4 proc.;
14. Waldemar Pawlak (PSL) 1/3 proc.;
15. Jarosław Kaczyński (PiS) 10/13 proc.;
16. Bronisław Komorowski (PO) 1/4 proc.;
17. Donald Tusk (PO) 8/18 proc.;
18. Marek Borowski (SdPl)1/12 proc.;
19. Aleksander Kwaśniewski 1/25 proc.;
20. Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) 1/27 proc.
źródło

***********************
Cóż dodać skoro Polacy wszystko wiedzą. Można tylko podsumować: Zwyciężyli koalicjanci
piątek, 14 kwietnia 2006
Ale PiS ma koalicjanta.....

Gazeta Polska: Samoobrona - tajna broń WSI



Chociaż szefem Wojskowych Służb Informacyjnych jest człowiek prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - Marek Dukaczewski, to niemal wszyscy nasi rozmówcy, wywodzący się ze służb specjalnych III RP uważają, że ani prezydent, ani rząd nie kontrolują tego, co dzieje się w WSI. Eksperci nie mają wątpliwości: WSI wywierają wpływ na polityków, a ostatnio bardzo ważne dla wojskowych służb stały się wpływy w Samoobronie.

Spośród partii, które mają szansę wygrać przyszłe wybory, tylko Samoobrona opowiada się za pozostawieniem wojskowych służb w obecnej formie.

Wojskowe Służby Informacyjne powstały w 1991 r., z połączenia wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Oficerów nie poddano nigdy żadnej weryfikacji. WSI stanowią nietykalne państwo w państwie, choć przynajmniej trzy afery - współudział w FOZZ, nielegalny handel bronią i wyłapanie w ich szeregach kilku szpiegów Moskwy - kwalifikowały je do rozwiązania.

Były szef UOP Zbigniew Nowek uważa, że wszelkie zmiany w WSI to przetasowania w rodzinie. W zależności od konstelacji politycznej na stanowiskach wymieniali się ludzie blisko ze sobą współpracujący i mający podobne interesy. Przed wyborami posłowie SLD zapewniali, że chcą połączyć wywiad cywilny z wojskowym. Jednak w trakcie prac nad ustawą o WSI, Sojusz zmienił zdanie.

Ogromny i niedoceniany przez obserwatorów udział w zachowaniu potęgi WSI miała Samoobrona. Dwaj posłowie tego ugrupowania - Andrzej Grzesik i Zbigniew Dziewulski, referując stanowisko klubu, wsparli rządową wersję ustawy o WSI, która zachowywała obecną pozycję wojskowych służb. Poseł Andrzej Grzesik argumentował: - Oceniamy, iż zaproponowana w projekcie ustawy instytucjonalna jedność służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego jest rozwiązaniem optymalnym, wynikającym z faktycznie realizowanych obecnie przez WSI zadań, w tym sojuszniczych, oraz ich roli w systemie ochronnym państwa. (...)

Pod dyktando służb

Według naszych informatorów, współpraca SLD i Samoobrony we wspomnianej sprawie nie była incydentem.

Były wysoko postawiony oficer UOP mówi wprost: - To oficerowie WSI organizowali bezpośrednie spotkania szefa SLD, Leszka Millera z szefem Samoobrony, Andrzejem Lepperem. Spotkania te miały miejsce jeszcze przed objęciem władzy przez SLD.

Poseł Konstanty Miodowicz (PO), członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych uważa, że styl wystąpień parlamentarzystów Samoobrony zdradza coś więcej niż tylko układ zawarty z SLD. Jego zdaniem opinia Samoobrony, wygłoszona podczas debaty nad losami WSI sprawiała wręcz wrażenie "materiału wytworzonego przez służby specjalne". Chodziło między innymi o specyficzny żargon.

Doradcą Samoobrony w czasie prac nad ustawą był Marek Mackiewicz. W niedawnym tekście w "Rzeczpospolitej" na temat WSI, Mackiewicz występuje jako były szef kontrwywiadu wojskowego.

Konstanty Miodowicz tak wspomina udział Mackiewicza w powstawaniu ustawy o WSI:

- Mackiewicz kilkakrotnie występował na forum sejmowej komisji służb specjalnych. Nie ukrywał swoich związków z Samoobroną. Zdaniem Miodowicza, Mackiewicz nie jest wyjątkiem w Samoobronie. Znalazło się tam sporo osób związanych z PRL-owskimi służbami specjalnymi, w tym ze służbami wojskowymi.

Sprawa ustawy to nie jedyny przykład działań partii Leppera zbieżnych z interesami WSI. Zbigniew Wassermann pamięta, jak Samoobrona próbowała forsować na eksperta sejmowej komisji ds. służb specjalnych Kazimierza Głowackiego - w połowie lat 90. szefa WSI.

O WSI rozmawialiśmy z Andrzejem Lepperem. Powiedział, że służb nie należy likwidować - najwyżej zreformować. Przyznał, że Samoobrona korzysta z różnego typu doradców, w tym również związanych z WSI: - Liczy się to, co potrafią, a jeśli w przeszłości popełnili jakieś błędy, to należy ich rozliczyć z tego, co robili, a nie z tego, gdzie byli.

Były wysoki oficer UOP: - Jeden z najbardziej znanych w Polsce biznesmenów o inicjałach "KG", znajdujących się w otoczeniu Andrzeja Leppera, to były współpracownik wojskowych służb specjalnych PRL. Lepper atakuje wrogów byłego szefa WSI.

Wokół Leppera kręci się także Konstanty Malejczyk, w latach 1994-96 szef WSI, zamieszany w aferę związaną z nielegalnym handlem bronią. Malejczyk w wojsku związany był z generałem Tadeuszem Wileckim, który współpracował blisko z Mieczysławem Wachowskim (dziś związany z Samoobroną) i prezydentem Lechem Wałęsą. Wilecki i Malejczyk należeli w 1994 r. do inicjatorów tzw. "obiadu drawskiego", podczas którego generałowie wypowiedzieli posłuszeństwo ministrowi obrony narodowej, Piotrowi Kołodziejczykowi. Jednym z celów tej grupy było wyjęcie WSI spod władzy ministra obrony narodowej i podporządkowanie jej szefowi Sztabu Generalnego.

Po przemówieniu sejmowym, w którym Andrzej Lepper zarzucił korupcję wielu politykom, tygodnik "Przegląd" zwrócił uwagę na fakt, że lider Samoobrony atakuje przeciwników Wileckiego i Malejczyka. Obu wojskowych z funkcji odwołał premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Według "Przeglądu" w konflikcie z Wileckim i Malejczykiem był też Jerzy Szmajdziński, wtedy szef komisji obrony narodowej, bo wbrew generałom opowiedział się za cywilną kontrolą nad armią. Gdy w otoczeniu Leppera pojawił się Malejczyk, Szmajdziński i Cimoszewicz stali się obiektem najostrzejszych ataków Leppera.

W jego książce z 1993 r. odnaleźliśmy postulaty bliskie generałom: "Minister obrony narodowej powinien mieć kwalifikacje wojskowe, natomiast powinien być wspierany przez grono specjalistów cywilnych różnych dziedzin".

W 2000 r. Wilecki wraz z Samoobroną stworzył na wybory prezydenckie Blok Ludowo-Narodowy. Sojusz się rozpadł, bo do wyborów wystartował zarówno były szef sztabu, jak i szef Samoobrony.

Zielone mundurki

W Samoobronie - zarówno w jej warszawskiej centrali, jak i w terenie - roi się od wojskowych. Były rzecznik partii Krzysztof Socha był oficerem politycznym - pułkownikiem LWP. Generał Zenon Poznański, dziś jeden z najbliższych doradców Andrzeja Leppera, opowiadał na łamach "Rzeczpospolitej", jak to na polowaniu koledzy generałowie chwalili go za związanie się z Samoobroną. Odszedł z armii na znak protestu przeciwko zmianom wprowadzonym po "okrągłym stole". Gdy koalicja SLD-PSL rządziła w latach 1993-97, został - mimo protestów opozycji - mianowany szefem Obrony Cywilnej. W ostatnich latach doradzał SLD. W Rzeszowie radnym z listy Samoobrony został Janusz Chara, były szef I Batalionu Strzelców Podhalańskich, którego wojskowa kariera załamała się w 1996 roku. Prokuratura wojskowa oskarżyła go wtedy o pobicie zastępcy. Sąd wojskowy uznał go winnym i zakazał pełnienia funkcji dowódczych przez 10 miesięcy.

Samoobrona strzela do grubego zwierza

Oprócz wojskowych w Samoobronie roi się od myśliwych. Jak pisaliśmy, w stworzeniu Samoobrony duży udział mieli ludzie z Polskiego Związku Łowieckiego - organizacji, skupiającej w PRL głównie partyjnych prominentów. PZŁ, według "Rzeczpospolitej", był w znacznym stopniu kontrolowany przez wojskowe służby, które czerpały zyski z dewizowych polowań. Dziś w sejmie działa Parlamentarny Zespół Myśliwych i Sympatyków Łowiectwa. Na 76 członków zespołu, 52 to obecni i byli parlamentarzyści Samoobrony.

Polowania były nie tylko dogodnym miejscem spotkań oficerów i agentury, ale także - werbunku.

Tymiński się wyprowadza, wprowadza się Lepper

Nasi informatorzy uważają, że pomysł WSI, by ugrać swoje przy pomocy radykalnych partii populistycznych, takich jak Samoobrona, ma historię tak starą jak III RP.

- Były szef MSW Andrzej Milczanowski mówił mi wprost, że Tymiński i partia X to był pomysł WSI, wskazywał nawet konkretnych ludzi, którzy tę operację organizowali - wspomina Jarosław Kaczyński, lider PiS. Tymiński i Lepper znają się. W połowie lat 90. zdobywająca dopiero popularność Samooobrona i dogorywająca Partia X współpracowały bardzo ściśle. W pewnym momencie utworzyły nawet wspólną organizację "Samoobrona Mieszkańców". Gdy w 1995 r. Stan Tymiński zapowiedział, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich, lider Partii X - Józef Kossecki informował, że oba ugrupowania wspólnie zbierają podpisy pod listami poparcia dla Tymińskiego i Leppera. Z czasem ci sami ludzie, którzy stawiali wcześniej na Tymińskiego, postawili na Leppera. Tuż po 1989 r. egzotyczny biznesmen lepiej sprzedawał się wśród niezadowolonego elektoratu, ale gdy kapitalizm spowszedniał, a wielu także obrzydł - popularność łatwiej mógł zdobyć zbuntowany chłopski watażka. Być może pewne światło na to, jak do tego doszło, rzucają wyjaśnienia Tymińskiego, który w 2001 r., w wywiadzie umieszczonym na stronie internetowej www.obnie.w.interia.pl powiedział: "Nasze trudności z Lepperem zaczęły się w roku 1992. Na miesiąc przed wyborami do parlamentu odebrano nam biuro partii. Dostaliśmy wypowiedzenie i nasze biuro partii wraz z telefonem zostało przekazane Lepperowi".

Z partii Tymińskiego przeszło do Samoobrony wielu działaczy, w tym były współorganizator kampanii Partii X, Jacek Ogonowski. Według Tymińskiego, Samoobrona naśladowała Partię X. "Wszystkie te posunięcia, które myśmy planowali, jeśli chodzi o Partię X, to oni robili. Mieli swoich ludzi u nas - no, bo byliśmy dużą organizacją i trudno było wyłapać wszystkich agentów. Mieli wtyczki i mieli błyskawiczne donosy. Tak, że jakikolwiek ruch, jaki chcieliśmy zrobić, to oni to już robili pierwsi, ale z pełnym poparciem prasy i telewizji w czasie, kiedy myśmy byli objęci całkowitą cenzurą". Wielu przywódców Samoobrony i Partii X wywodzi się z tego samego środowiska - betonowego skrzydła PZPR. Lider Partii X, Józef Kossecki - był w latach 80. publicystą tygodnika "Rzeczywistość".

Zastępcą redaktora naczelnego tego pisma był Bolesław Borysiuk, dziś jeden z najważniejszych doradców Andrzeja Leppera. Gazeta Kosseckiego i Borysiuka silnie powiązana była z wojskiem.

Układy środowiska "Rzeczywistości" z wojskiem wynikały z rodowodu ideowego, związanego z nazwiskiem przywódcy narodowo-komunistycznej frakcji PZPR Mieczysława Moczara. Moczar, współpracownik sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, szefował Związkowi Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD). Pod jego przywództwem organizacja ta zyskała na znaczeniu i żyła narodowo-komunistyczną retoryką.

Ci, którzy tworzyli Partię X, to ludzie nienawidzący nowej rzeczywistości po 1989 r., często związani właśnie z wojskowymi służbami specjalnymi. One w sposób naturalny mogły przesunąć się do Samoobrony i budować jej infrastrukturę - twierdzi Konstanty Miodowicz.

Piotr Lisiewicz, Tomasz Sakiewicz

(Gazeta Polska)

Panowie Kaczyńscy, czy nie jestescie hipokrytami?
źródło

czwartek, 13 kwietnia 2006
KTÓRY SKRZYWDZIŁEŚ

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.
Washington D.C., 1950
Czesław Milosz
Mamy IV Rzeczpospolitą !!!
Kaczyński i Lepper: Mamy dobrą wiadomość dla Polski
"Wszystko jest na najlepszej drodze. Polacy mogą być przekonani, że mają w końcu to na co czekali od 6 miesięcy, czyli mają większościowy rząd, który będzie zmieniał Polskę" - powiedział Jarosław Kaczyński na konferencji koalicyjnej

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że prace nad powołaniem koalicji idą sprawnie i szybko. "Mamy już deklarację, z szacunków dla naszych partnerów nie ogłaszamy załączników" - oświadczył Jarosław Kaczyński na konferencji, w której uczestniczą też szef Samoobrony Andrzej Lepper oraz premier Kazimierz Marcinkiewicz.

"Program koalicji PiS i Samoobrony jest dobry dla Polski i interesów Polaków" - podkreślił szef Samoobrony Andrzej Lepper. Dodał, że obie partie są zgodne co do tego, że koalicja powstanie. "Chcemy tej koalicji, która ma program solidarnego państwa, państwa, które będzie wdrażać politykę prorodzinną, prorozwojową, program, który stawia na gospodarkę i widzi problemy finansowe państwa" - argumentował Lepper. Dodał, że PiS i Samoobrona nie wykluczają przystąpienia do koalicji PSL i LPR.

Lepper: nie ma żadnych przeciwwskazań co do mojej funkcji w przyszłym rządzie

"Oczywiście ja podtrzymuję nasze stanowisko i tu nie ma żadnych przeciwwskazań co do mojej funkcji w przyszłym rządzie" - zaznaczył szef Samoobrony, który wielokrotnie wcześniej podkreślał, że chce zostać wicepremierem. Dodał jednak, że na razie nie rozmawiano o sprawach personalnych.

Przyznał, że jest zadowolony z tego, co usłyszał od premiera Kazimierza Marcinkiewicza o koalicji PiS z Samoobroną.

"Słuchałem konferencji pana premiera i pan premier powiedział, że koalicja ta jest koalicją dobrą. Nie było żadnej wypowiedzi (...), że jest to przymus. Absolutnie nie. Jest koalicja, ja tak usłyszałem i jestem zadowolony z tego, co powiedział pan premier" - podkreślił Lepper.

Lepper zapewnił, że Samoobrona nie "wystawia jako progu podatku obrotowego i minimum socjalnego". Dodał, że minimum socjalne to "sprawa polityki prorodzinnej, która już jest - mimo że rząd jest mniejszościowy - wdrażana w życie".

Marcinkiewicz: program solidarnego państwa jest oparty na dwóch kolumnach

Uczestniczący w konferencji premier podkreślił, że "program solidarnego państwa jest oparty na dwóch kolumnach". "Pierwsza kolumna odpowiada za szybki i stabilny wzrost gospodarczy" - zaznaczył. Jak dodał, jest tu pełna zgoda z Samoobroną, że finanse publiczne "muszą być w ryzach", a deficyt budżetowy nie może być zbyt duży.

Jak dodał premier, drugi filar to "odpowiednia, solidarna polityka z tymi, którzy w Polsce najbardziej potrzebują korzystania ze wspomożenia państwa".

Deklaracja programowa

Koalicyjna deklaracja programowa "Solidarne państwo" stanowi, że celem koalicyjnego rządu będzie "budowa silnego i uczciwego państwa".

Dokument nie został dziś podpisany. Uczestnicy rozmów koalicyjnych ze strony PiS podkreślali w ostatnich dniach, że intencją ugrupowania jest to, by dokument został podpisany przez wszystkie ugrupowania, które zdecydują się utworzyć koalicję rządową. W deklaracji jest mowa o tym, że stronami porozumienia są PiS, Samoobrona oraz inny, nie wymieniony z nazwy podmiot polityczny. Autorzy dokumentu zarówno w nagłówku deklaracji, jak i w jej treści pozostawili miejsce na wpisanie trzeciego koalicjanta.

Uzgodniona przez PiS i Samoobronę koalicyjna deklaracja programowa zakłada, że osoby prawomocnie skazane za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego o charakterze kryminalnym nie będą obejmowały funkcji publicznych.

Według porozumienia, funkcji publicznych nie będą obejmowały też osoby podejrzane o korupcję lub o związki ze światem przestępczym. "Funkcje publiczne mogą pełnić tylko osoby uczciwe i kompetentne" - napisano w dokumencie.

Stało się. Jest IV Rzeczpospolita. Z przestępcami i populistami w roli głównej. Cóż więcej dodać.....
Nie ufamy Kaczyńskim
Mniej ufamy Kaczyńskim

Radykalny spadek zaufania do prezydenta. Według ostatniego sondażu CBOS Lech Kaczyński stracił w ciągu miesiąca 11 punktów procentowych

PiS w sondażach popularności partii ma bardzo dobre notowania. Nawet jeśli przegrywa z PO, to o włos.

Jednak zupełnie inne wyniki przyniósł wczoraj sondaż zaufania do polityków, przeprowadzany przez CBOS. Zaufanie do prezydenta Lecha Kaczyńskiego deklaruje 43 proc. badanych, choć w styczniu było to 64 proc. W ciągu kilku tygodni prezydentowi przestało ufać 11 procent Polaków. Od stycznia prezydent stracił 21 procent. Jego brat Jarosław, prezes PiS, ma jeszcze gorsze notowania - ufa mu tylko 34 proc. badanych. Lider rządzącej partii w ciągu miesiąca stracił zaufanie 10 procent badanych, w ciągu czterech miesięcy - 19 procent.

Skąd ten spadek? Rzecznik PiS Adam Bielan tłumaczy: - Ostatnie badanie zostało przeprowadzone zaraz po sprawie z odznaczeniem dla generała Wojciecha Jaruzelskiego. Z kolei Jarosław Kaczyński zapłacił cenę za polityczną batalię o utworzenie koalicji - mówi. Zdaniem Bielana nie można zapominać, że ludzie postrzegają obu braci wspólnie. - Jak traci jeden, to samo dzieje się z drugim - tłumaczy Bielan.

-To spadek bez precedensu, jak na pierwsze miesiące rządzenia - mówi jednak politolog Radosław Markowski. Markowski nie ma wątpliwości: - Ludzie po prostu oceniają to, co widzą. A ostatnie pół roku to była katastrofa. PiS okazało się partią nieprzygotowaną do rządzenia. Jarosław Kaczyński w sposób niezrozumiały dla ludzi "kiwa" partnerów. Prezydent jest postrzegany jako cień brata, bez wizji polityki zagranicznej, przerażony, gdy znajdzie się za granicą. Prawdopodobnie to wszystko się skumulowało - ocenia Markowski.

W najbliższym czasie Jarosław Kaczyński nie będzie miał okazji do poprawy notowań. Przed Wielkanocą może doprowadzić tylko do porozumienia z Andrzejem Lepperem. PSL się waha, czy wejść do koalicji, a w LPR gotowość porozumienia z PiS deklaruje tylko gruparozłamowców. Wczoraj do koalicji z PiS wezwała władze Ligi piątka posłów - Anna Sobecka, Bogusław Kowalski, Robert Strąk, Andrzej Mańka i Gabriela Masłowska. Liderzy LPR twierdzą jednak, że za tą akcją stoi PiS. Zamieszanie może więc znów obciążyć konto Jarosława Kaczyńskiego.

PIOTR ŚMIŁOWICZ
źródło
środa, 12 kwietnia 2006
Sondaż "Rzeczpospolitej"
PiS i Platforma idą łeb w łeb

W nowym Sejmie ewentualna koalicja PO-PiS miałaby miażdżącą przewagę. 389 głosów to znacznie więcej, niż potrzeba do zmiany konstytucji.


Opozycja, czyli Samoobrona i SLD, uzyskałyby w sumie niewiele więcej mandatów, niż teraz ma samodzielnie zarówno partia Andrzeja Leppera, jak i ugrupowanie Wojciecha Olejniczaka.

Inna możliwa koalicja to tylko porozumienie PiS z Samoobroną. Te dwa ugrupowania miałyby jednak słabą, kilkumandatową przewagę nad opozycją.

Sondaż "Rzeczpospolitej" potwierdza po raz kolejny, że do Sejmu nie weszłyby ani LPR, ani PSL. Notowania tych partii ustabilizowały się na dwu-, trzyprocentowym poziomie.

W badaniu sprzed trzech tygodni Platforma po raz pierwszy od wrześniowych wyborów wyprzedziła PiS. Teraz oba ugrupowania idą łeb w łeb. Poparcie dla PO spadło o 4 punkty, a dla PiS wzrosło o 1. Samoobrona zyskała 1 punkt, z kolei SLD straciło 3 punkty.

Są to wszystko zmiany niewielkie, mieszczące się w granicach błędu statystycznego. W przypadku tego sondażu wynosi on ponad 4 procent.

W ostatnich trzech tygodniach miały miejsce dwa ważne wydarzenia polityczne: debata nad samorozwiązaniem Sejmu i zapowiedź, że PiS zamierza tworzyć rządową koalicję z Samoobroną. Żadne z tych wydarzeń nie spowodowało jednak, że więcej ankietowanych chciałoby pójść na wybory. Liczba tych, którzy deklarują, że "zdecydowanie pójdą" bądź "raczej pójdą" głosować, powoli, ale systematycznie maleje. Gdyby wybory odbyły się w miniony weekend, udział w nich wzięłaby niewiele ponad połowa uprawnionych.
źródło

Cały świat sie uwziął na Radio Maryja - powody wg autorów felietonów w Radio Maryja
Dwa powody napaści
Prof. dr hab. Bogusław Wolniewicz:

Społeczny Zespół ds. Etyki Mediów zrodził się z potrzeby siły, z faktu, że chce się nałożyć w Polsce kaganiec na swobodę publicznej dyskusji, czyli chce się wprowadzić ukrytą cenzurę. A organem takiej cenzury staje się, i to coraz wyraźniej, ta tak zwana Rada Etyki Mediów. To jest jeden z forsowanych dziś usilnie pseudoautorytetów, autorytetów z urzędniczej nominacji - mówi się: "Ty będziesz autorytetem i my ciebie wypromujemy". Otóż my chcemy przeciwstawić się tym roszczeniom, a przynajmniej spróbować im się przeciwstawić.

Nasz zespół nie uważa siebie za żaden autorytet i do żadnego autorytetu nie pretenduje, jest to jedynie wolny głos obywatelski, który chce wyrażać i uczucia, i aspiracje wielu naszych rodaków w kraju i na obczyźnie. To oni, nasi rodacy są autorytetem. My ten zespół najwyżej możemy stanowić o tyle, o ile oni stoją za nami i o ile ich uczucia wyrażamy. Właśnie widzimy wielki bezpardonowy atak na Radio Maryja. To już czwarty taki na przestrzeni ostatnich 10 lat, bo pomniejszych nie liczę. Odczekano równo rok od śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, który nad tym Radiem trzymał swoją opiekuńczą dłoń. Przystąpiono teraz do akcji na całego, i to zaraz następnego dnia - 3 kwietnia; 2 kwietnia była rocznica. 3 kwietnia zaczęła się akcja. A za pretekst posłużył felieton pana redaktora Michalkiewicza. W tym dniu - to był poniedziałek - ta tak zwana Rada Etyki Mediów wyraziła "oburzenie językiem nienawiści i prymitywnego antysemityzmu", jakiego używa się na falach Waszej rozgłośni. (...) W czwartek ukazał się w prasie list otwarty pana Marka Edelmana, w którym zarzuca on Waszemu radiu - tu znowu cytuję - że szerzy ksenofobię, szowinizm i antysemityzm, że niektóre Wasze audycje nie odbiegają od hitlerowskiego "Sturmera". To był czwartek. W piątek zostało upublicznione wystąpienie nuncjusza do Episkopatu, a "Rzeczpospolita" powiadomiła o tym na czołowym miejscu pierwszej strony wołowymi literami tytułu "Watykan mówi dość". I ten tytuł tuż nad zdjęciem Ojca Dyrektora pochylonego w studiu nad konsolą, a zaraz obok figury Matki Bożej Fatimskiej. Jak widać - ufam, że wszyscy Państwo to widzą - atak na Radio Maryja wszedł w nową fazę. Na nową jakość. (...) Ja z Markiem Edelmanem polemizować nie będę. (...) Muszę i chcę natomiast coś powiedzieć o wciąganiu w akcję przeciw Wam Watykanu. Ale znów nie po to, żeby polemizować z listem stamtąd. To nie jest moją intencją.
(...) Ja chcę tutaj dać tylko wyraz pewnemu złemu przeczuciu, które mnie przy tym nachodzi. Otóż powody ataku na Radio Maryja są dwa: jednym jest to, że łamie ono samym swoim istnieniem monopol lewackich mediów w Polsce. To jest sprawa jasna. Ale prócz łamania monopolu Wasze Radio łamie też pewne tabu. Stara maksyma głosi: De mortibus nihil nisi bene (O zmarłych nic, chyba że dobrze). A teraz pojawiła się nowa maksyma: O Żydach nic, chyba że dobrze. Nie wolno na ten temat powiedzieć nic krytycznego, nie popadając automatycznie - taki mechanizm, tak działa automat - pod anatemę antysemity, a może jeszcze i rasisty. Immunitet ma tu być całkowity. Ludzie, proszę Ojca, tej anatemy panicznie się boją. A Wy się nie boicie. Naród żydowski ma oczywiście swój interes. My to dobrze wszyscy rozumiemy. Ale Naród Polski też ma swoje interesy i one z tamtymi interesami bynajmniej nie zawsze są w zgodzie. (...)
I Wy się od tego nie uchylacie, od tego opowiedzenia się. Według tego, co słucham - a słucham Was od paru lat - grzecznie i oględnie, ale zarazem stanowczo stajecie w takiej sytuacji na gruncie polskiej racji stanu. Zdawałoby się, że sama przez się zrozumiała, a tymczasem to jest właśnie złamaniem tabu. Otóż zmierzam do tego mojego złego przeczucia, o którym wspomniałem, do tego służy to wszystko, co mówię. Otóż nikt na świecie nie boi się epitetu antysemity tak przeraźliwie jak Niemcy. I boją się oczywiście nie bez powodu, bo wiedzą, co zrobili. Niemcy to wielki charakter. Ale III Rzesza przetrąciła im kręgosłup moralny. I ten kręgosłup nie zrósł im się do dzisiaj. I ich to złamane miejsce boli. Ten złamany kręgosłup boli. Jest moim zdaniem pewną nikczemnością stale tych Niemców w to bolące miejsce urażać, stale ich tam szturchać. I w ten sposób, proszę Ojca, doszliśmy do mojego przeczucia w sprawie owego listu z Watykanu. Już zaraz kończę. Wyjawiam to swoje przeczucie z dużym wahaniem i podkreślam, że czynię to wyłącznie na moją odpowiedzialność. Otóż rośnie we mnie straszne podejrzenie. Podejrzenie, że ci, którzy ten nowy atak na Was organizują, próbują wykorzystywać fakt, że nowy Papież jest Niemcem i że ogromnie trudno musi mu być stanąć otwarcie w obronie kogoś, kto przez media, a może i przez jakąś część jego otoczenia, został okrzyczany antysemitą. Sapienti... Mądrej głowie dość dwie słowie. Powiedziałem Ojcu i Państwu, którzy nas słuchają szczerze, co myślę w tej sprawie. Niech mi to będzie policzone, jak nie na tym świecie, to może na tamtym.
Fragment wtorkowej wypowiedzi dla Aktualności Dnia Radia Maryja
źródło

OŚWIADCZENIE
Lublin - Warszawa, 9 kwietnia 2006

Społeczny Niezależny Zespół ds. Etyki Mediów

W Polsce nasila się dziś akcja zmierzająca wprost do głębokiego zredukowania w mediach wolności słowa i do wprowadzenia w nich niejawnej, ale tym skuteczniejszej cenzury. Akcji tej służy szeroka dezinformacja opinii publicznej.

Manipulacje prawdą i deformacje informacji dotyczących spraw istotnych dla życia społecznego są silnym uderzeniem w godność człowieka. Ze szczególnym niepokojem obserwujemy manipulacje, nasilające się w ostatnich dniach, dokonywane na informacjach dotyczących Radia Maryja. Rozgłośnia ta i TV Trwam nie tylko umacniają pluralizm mediów w Polsce (gdyby nie ich obecność, trudno byłoby się dopatrzyć istotnych różnic w programie i sposobie przekazywania informacji pozostałych dużych podmiotów medialnych), lecz przede wszystkim służą licznej, kilkumilionowej rzeszy słuchaczy, których postaw są wyrazicielem. Wszelkie lekceważące lub nawet wrogie odnoszenie się do programu Radia Maryja ze strony laickich mediów bądź innych instytucji to zarazem okazywanie swojej niechęci wobec dużej części Narodu Polskiego.
Jednym z instrumentów tej akcji budowania kłamstwa jest tzw. Rada Etyki Mediów, samozwańczo strojąca się w togę moralnej wyroczni.
Czas już, żeby się tym zamachom na wolność słowa i manipulowaniem prawdą przeciwstawić, i to w sposób zorganizowany. Dlatego zawiązuje się od zaraz Społeczny Zespół ds. Etyki Mediów, którego niżej podpisani są grupą inicjującą. Zespół stawia sobie następujący cel: informować rzetelnie opinię publiczną w kraju i na świecie o wszelkich poczynaniach w mediach i wokół nich, które zagrażają bądź obyczajności, bądź swobodzie publicznej dyskusji.
Prosimy o poparcie wszystkich, którzy podzielają nasze zaniepokojenie powstałą sytuacją.
prof. dr hab. Bogusław Wolniewicz
ks. prof. dr hab. Czesław S. Bartnik
o. prof. dr hab. Mieczysław A. Krąpiec OP


Na apel tych wybitnych postaci odpowiedziały już inne osoby, które są poważnie zaniepokojone manipulacjami dokonywanymi od wielu lat w mediach, a nasilającymi się w ostatnich tygodniach i dniach:
inż. mjr AK Paweł Świetlikowski
Olgierd Baehr
prof. dr hab. Marcin Grynia -
prawdopodobnie błędne imię
prof. dr hab. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz
- Dyscyplina: fizyka
prof. dr hab. Edmund Kozal - Dyscyplina: zootechnika
prof. dr hab. Jerzy Marcinek - Dyscyplina: melioracje wodne
prof. dr hab. Henryk Szydłowski - Dyscyplina: fizyka
prof. dr hab. Zygmunt Zagórski - Dyscyplina:   mechanika ; budowa i eksploatacja maszyn
prof. dr hab. Ludwika Sadowska - Dyscyplina: medycyna
prof. zwycz. Jadwiga Moniuszko-Jakoniuk nauki farmaceutyczne ; medycyna
prof. Stanisław Więckowski - Dyscyplina: biologia
prof. dr inż. Józef Wysocki - Dyscyplina: fizyka
dr Jerzy Achmatowicz - Dyscyplina: nauki filozoficzne
red. Helena Pasierbska-Wojtowicz
red. Wojciech Reszczyński
inż. Alojzy Szablewski
Stanisław Pieszko, Litwa
prof. dr hab. Jerzy Czyż
prof. Włodzimierz Bojarski
- Dyscyplina: energetyka
kpt. żw inż. Zbigniew Sulatycki
red. Zbigniew Tyszko, Norwegia
doc. dr Jan Borkowski
- Dyscyplina: ogrodnictwo
prof. dr hab. Leszek Jankiewicz - Dyscyplina: ogrodnictwo
doc. dr hab. Krystyna Górecka - Dyscyplina: ogrodnictwo
prof. Teodor Zagierski, Uniwersytet w Oslo - Dyscyplina: fizyka

Wkrótce osoby te powołają zespół roboczy, który będzie przygotowywał informacje dla opinii społecznej dotyczące kłamstw i manipulacji, zwłaszcza dotyczących działalności Radia Maryja i TV Trwam.
źródło
wtorek, 11 kwietnia 2006
Rydzyk wypoczął
Zawrócony z raju
Ojciec Tadeusz Rydzyk musiał skrócić o kilka dni tropikalne wakacje na hiszpańskiej Teneryfie

Ojcu Rydzykowi zaczął się palić grunt pod nogami, bo Watykan nakazał biskupom podjęcie ostrych kroków w sprawie jego medialnego imperium. Z kolei media ujawniły podejrzane operacje finansowe współpracowników ojca dyrektora.
Do ciepłych krajów ojciec Tadeusz Rydzyk (61 l.) wyleciał 2 kwietnia z asystentem ojcem Grzegorzem Mojem (38. l). Właśnie tego dnia wszyscy Polacy wracali pamięcią do wydarzeń sprzed roku, kiedy odszedł od nas papież Jan Paweł II.
Mieli mu za złe, że wyjeżdża
Już na warszawskim lotnisku Okęcie podczas odprawy inni pasażerowie nie szczędzili pod adresem ojca dyrektora krytycznych uwag. Jeden z nich zarzucił mu, że za pieniądze biednych ludzi, rok po śmierci Wielkiego Polaka, zamiast się modlić wyjeżdża na tropikalną wyspę.
Samolot linii Air Europa na Teneryfę przez Gran Canarię był opóźniony. Podróżowali nim przede wszystkim ci, którzy wykupili wczasy w dwóch biurach podróży. Ojciec Rydzyk dojechał do samolotu małym busikiem z kilkoma innymi spóźnionymi turystami. Wszyscy wsiedli tylnymi drzwiami samolotu.
- Nie wszyscy wiedzieli, że on leci z nami. Siedział w tylnej części samolotu. No i się spóźnił. Kilka osób do niego podeszło chwilę porozmawiać. Witał się i przedstawiał swojego asystenta. Był miły i sympatyczny. Jeden z pasażerów zrobił sobie z nim zdjęcie - opowiada jeden z turystów prosząc o zachowanie anonimowości. - Nie chciał powiedzieć, gdzie się zatrzyma ani po co jedzie na wyspę.
Na Teneryfie samolot wylądował późną nocą. Z lotniska wszyscy rozjechali się autokarem do hoteli. Wiadomość o VIP-ie na pokładzie rozchodziła się wśród polskich turystów. Postanowiliśmy sprawdzić, czy ojciec Tadeusz udał się na wyspę w sprawach zakonnych. Niestety - w żadnym z zakonów nie spędził ani jednej doby.
- Nie, u nas nie ma i nie było takiego ojca. Na liście mam tylko niemieckich zakonników - powiedział nam ojciec Beningo, odpowiadający za wszystkie trzy zakony w Puerto de la Cruz.
Wyspa to raj dla turystów, szczególnie jeśli ktoś zaszyje się w 5- -gwiazdkowym hotelu, których jest tam bez liku. W minionym tygodniu temperatura na wyspie przekraczała 25 stopni Celsjusza. Z dnia na dzień przybywało turystów.
- Wiem, że ojciec Tadeusz jest na wyspie. Wspominali o tym Polacy, którzy z nim przyjechali - powiedziała nam jedna z rezydentek biura podróży.
Czarne chmury nad imperium
Ojciec dyrektor codziennie telefonicznie kontaktował się ze słuchaczami Radia Maryja. Jednak wypoczynek szybko się skończył. W środku urlopu o. Rydzyka Stolica Apostolska listownie nakazała polskiemu episkopatowi, by ukrócił polityczne zapędy Radia Maryja.
- Proszę potraktować to jako poważne ostrzeżenie - napisał abp Józef Kowalczyk, nuncjusz apostolski. Medialne imperium ojca Rydzyka zostało zagrożone. Postanowił skrócić urlop i wrócił do kraju.
W sobotę padł kolejny cios. "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że najbliższy współpracownik o. dyrektora stracił na giełdzie kilka milionów zł. Wśród nich pieniądze ze sprzedaży świadectw NFI, które Radio Maryja zbierało od słuchaczy na ratowanie Stoczni Gdańskiej.
Wkroczy prokurator?
Według różnych źródeł, o. Rydzyk zebrał na ten cel od kilkudziesięciu milionów zł do nawet 100 mln dol. Ani złotówka nie trafiła do stoczniowców.
Rozgłośnia nie miała oficjalnego pozwolenia na zbiórkę. Wczoraj minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział, że "podda szczegółowej analizie" doniesienia w sprawie Radia Maryja. Episkopat Polski zajmie się mediami ojca dyrektora po świętach wielkanocnych.

źródło

 
1 , 2