Tu podaj tekst alternatywny
eXTReMe Tracker
Kategorie: Wszystkie | Burdel | Koalicja | Ojciec Dyrektor | Opozycja | Rząd | Z życia Kaczek
RSS
wtorek, 01 sierpnia 2006
Artykuł z "Nigdy Więcej" 3
Ze środowiska kibolskiego na salony polityczne przeskoczył w kilka lat także inny zausznik Giertycha, wspominany już Radosław Parda, który szczyci się swoimi bliskimi związkami z kibicami Śląska Wrocław, od lat zdominowanymi przez neonazistowskich bojówkarzy i nazi-skinów z organizacji Blood & Honour. Niemal identyczną drogę, choć bez tak spektakularnych jak dotąd wyników, ma za sobą inny ważny dolnośląski wszechpolak Artur Paprota z Legnicy. Ten były stadionowy zadymiarz legnickiej Miedzi został przerzucony przez partię do stolicy, by obsadzić stanowisko w samorządzie warszawskim. Jacek Zinkiewicz z legnickiej Grupy Anty-Nazistowskiej wspomina go następująco: „Jeszcze niedawno był czołowym działaczem powszechnie uważanego za neofaszystowskie Narodowego Odrodzenia Polski. Był też pseudokibicem na wskroś rasistowskiej Miedzi Legnica i mówiło się, że miał na koncie liczne bojówkarskie wybryki, m.in. udział w napaści na czarnoskórego mężczyznę”.

Legniczaninem jest także rzecznik klubu parlamentarnego LPR, wspominany już Piotr Ślusarczyk, kolejny były prezes MW, brat lidera legnickiej grupy nazi-rockowej Twierdza – muzycznej wizytówki Młodzieży Wszechpolskiej. Dzisiejszy poseł był jej głównym inspiratorem ideologicznym i promotorem. Także w czasach, gdy zespół ten związany był z największym w kraju dystrybutorem rasistowskiej muzyki, wydawnictwem Narodowa Scena Rockowa – macierzystym wydawnictwem innej gwiazdy tej muzyki z Dolnego Śląska Konkwisty 88 (w faszystowskim kodzie cyfry „88” oznaczają salut „Heil Hitler – od ósmej pozycji litery „h” w alfabecie).

Wszyscy opisani dolnośląscy wszechpolacy pierwsze szlify w nieulicznej praktyce politycznej zdobywali na znaczących stanowiskach samorządowych. Ostatnio głośno było o jeszcze jednym młodym członku Ligi z Dolnego Śląska – o Tomaszu Wachowskim, sekretarzu jej koła w Brzegu, wcześniej znanemu z aktywności w neofaszystowskim Obozie Narodowo-Radykalnym. Został on 15 stycznia br. aresztowany przez policję za wysyłanie pod adresem jednego z organizatorów wrocławskiego wiecu solidarności z poznańskim Marszem Równości sms-ów z obelgami i groźbami karalnymi.

Inną postacią znaną głównie z próby rozbicia w 2004 roku krakowskiego tym razem Marszu Równości był krakowski samorządowiec Maciej Twaróg, jeszcze jeden były prezes Młodzieży. Twaróg odszedł z Ligi po ujawnieniu przez media jego zdjęć w towarzystwie nazi-skinów wznoszących ręce w hitlerowskim salucie. Nie złożył jednak mandatu radnego. Obok skinów na tym samym zdjęciu „hajlował” również poprzednik Twaroga na stanowisku szefa krakowskich wszechpolaków Maciej Połetek, mecenas (sic!), pełnomocnik Romana Giertycha w sprawie, wytoczonej mu przez Agora SA w związku z jego wypowiedzią w Radiu Maryja, w której nazwał tę firmę częścią „korupcyjnego obwodu”.

Maciej Twaróg i Tomasz Połetek uwikłani są także w aferę finansową. Kierowali oni spółkami utworzonymi przez posła LPR Witolda Hatkę, badanymi od kilku lat przez prokuraturę. Obiektem zainteresowania prokuratury było bankructwo tych firm. W wyniku dotychczasowych wyników śledztwa prokuratura postawiła Połetkowi zarzuty karnoskarbowe.

Namiętność do salutowania na modłę gestapowskich zbrodniarzy przejawiali na zdjęciach ujawnionych w mediach jeszcze trzej inni Małopolanie z MW – Maksymilian Gibes oraz posłowie Bogusław Sobczak i Szymon Pawłowski.

Hitlerowskie sympatie nie są jedynie cechą wszechpolaków z Małopolski czy zachodniego Pomorza. W tym środowisku jest to sentyment dużo bardziej powszechny, w czym można się było utwierdzić w trakcie telewizyjnych relacji z odbywających się w Warszawie, w czerwcu 2005 roku, Parady Równości i wszechpolskiej „Parady Normalności”, Seweryn Cichoń z MW w Poddębicach koło Łodzi i związany ze słupską MW Wojciech Olszewski, przekonywali w nich, żeby: „problem z homoseksualistami rozwiązać metodą Hitlera”.

Innym mieszkańcem Słupska, a także liderem tamtejszych wszechpolaków, jest Bolesław Wasielewicz, który wielokrotnie opisywany był z przez media, m.in. przez „NIGDY WIĘCEJ”, z powodu swoich agresywnych, szowinistycznych zachowań. Również on został sfotografowany na jednej z partyjnych imprez w hitlerowskim salucie. Na ujawnionym w mediach zdjęciu towarzyszyli mu aktualny prezes Młodzieży oraz rzecznik prasowy Ligi i najmłodszy poseł obecnej kadencji parlamentu Krzysztof Bosak i Grzegorz Sielatycki, wyróżniający się swoim niemaskowanym nawet specjalnie antysemityzmym nawet na tle Młodzieży Wszechpolskiej.

Sielatycki znany jest szczerzej niż tylko u siebie w regionie, między innymi z gróźb karalnych pod adresem kontrowersyjnej artystki Doroty Nieznalskiej („Rozpieprzymy każdą podobną wystawę w Trójmieście, a każdego artystę powiesimy”) i współpracy z neofaszystami – głównie ze stadionu zdominowanego przez neonazistów z organizacji Blood and Honour klubu piłkarskiego Lechia Gdańsk, którego Sielatycki jest wiernym kibicem.

Z nieco innych powodów głośno było w kraju o wszechpolakach z Warmii. Dziennik „Fakt” ujawnił w 2005 roku film zrobiony przez tamtejszych działaczy LPR w olsztyńskim biurze poselskim Romana Giertycha. Nagrali pijacką libację, w której brali udział asystenci eurodeputowanego LPR Bogusława Rogalskiego, lokalni aktywiści MW. W trakcie imprezy wznosili oni wulgarne, rasistowskie okrzyki, a nawet odbyli pozorowany stosunek homoseksualny. Rogalski, jeden z wewnątrzpartyjnych opozycjonistów Giertycha, został krótko potem wraz ze swoimi stronnikami usunięty

z Ligi, a szefostwo warmińskiej LPR objął Cyprian Gutkowski zdesantowany z mazowieckiego Piastowa. Gutkowski znany jest w swojej partii z tego, że przegrywa dotąd z kretesem wszystkie możliwe wybory, włącznie z samorządowymi, ale ma dość silną pozycję w Lidze dzięki absolutnej wierności Giertychowi. Z racji charakterystycznej postury, ale i swojej agresji, wyróżniał się zwłaszcza podczas zakłóceń i ataków bojówkarskich na warszawskie Parady Równości i feministyczne Manify.

Tym rodzajem aktywności wyróżnili się również działacze Młodzieży Wszechpolskiej w Poznaniu. Działający ręka w rękę z rasistowskimi bojówkarzami piłkarskimi Lecha Poznań, między innymi w trakcie spacyfikowanego przez policję Marszu Równości w listopadzie 2006, który odbił się głośnym echem w całej Europie. W jego trakcie zebrała się kilkudziesięcioosobowa grupa neofaszystów i nazi-kibiców skandujących „Pedały do gazu!”, „Zrobimy z wami, co Hitler zrobił z Żydami!”. Obrzucili oni uczestników marszu jajkami i łajnem policyjnych koni. Bardzo aktywni wśród nich byli wszechpolacy, którzy robili zdjęcia uczestnikom demonstracji. Liderem poznańskiej MW jest Marcin Rostowski z Leszna. Firmował on też będący szczytem nacjonalistycznej hipokryzji protest MW przeciwko stypendiom dla studentów z Białorusi („Naszych uniwersytetów nie stać na dopłaty do akademików, a zdobywają się na gesty wobec obcokrajowców. Nie możemy się na to zgodzić”), odbywającym się niedługo przed głośnym medialnie „zaangażowaniem” Giertycha i MW w poprawę sytuacji białoruskich Polaków i przemiany demokratyczne w tym kraju.

Rostowski jeszcze w czasie swojej aktywności leszczyńskiej zaangażowany był w sierpniu 2001 w organizację firmowanego przez MW plenerowego koncertu nazi-rockowego, na którym zagrały bardzo blisko związane wtedy

z organizacją zespoły: Twierdza, Głos Prawdy i RP Oi!. Impreza ta zaowocowała wówczas zjazdem nazi-skinów z całego regionu i wznoszonymi gremialnie faszystowskimi salutami.

Ciekawą postacią jest lider ostatniej z wymieniony grup – RP Oi! z Białegostoku Adam Czeczetkowicz, jeden z bardziej aktywnych neofaszystów w Polsce. RP Oi! powstało w 1998 roku w USA, w Nowym Jorku, w polskiej dzielnicy Greenpoint. Po powrocie do Polski Czeczetkowicz należał do Młodzieży Wszechpolskiej (był jej szefem na Podlasiu). Jednak wystąpił z organizacji w lipcu 2003, krytykując „karierowiczów” tj. Pardę i Ślusarczyka. Głośne wśród wszechpolaków zerwanie miało miejsce po awanturach na obozie MW w Kociołku Szlacheckim. Sam Czeczetkowicz mówił o jego przyczynach następująco: „My jako okręg Podlaski nie możemy się zgodzić na jawne naruszenia godności osobistej przez karierowiczów takich jak R. Parda (ksywa murzyn), banda Ślusarczyka, Pawłowskie i inne przydupasy. (…) kazano nam (cytuję słowa tzw. menedżera „super grupy” Twierdza): WYPIERDALAĆ!!! (…) Po straszeniu naszego okręgu powołanej w nocy z 16 na 17 lipca służby tzw. „porządkowej”, stwarzaniu na nas presji psychicznej i fizycznej nachodzeniu nas pod byle pretekstem w towarzystwie tzw. „ochrony” stwierdziliśmy, iż dalsze przebywanie na obozie jest pozbawione sensu” (pisownia oryginalna – dop. aut.). Trzeba przyznać, że to oświadczenie rzuca ciekawe światło na wewnątrzorganizacyjne realia, bardzo odległe od pisanych „na wiarę” i pod dyktando wszechpolaków laurek, które na temat MW ukazują się w niektórych mało dociekliwych pismach.

Ta skrócona i pobieżna analiza to jedynie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy obraz Młodzieży Wszechpolskiej jest jeszcze bardziej ciemny. Żadna inna znacząca siła polityczna w Polsce nie opiera całego swojego pomysłu politycznego na ideologii tak jednoznacznie wydawałoby się skompromitowanej krwawym żniwem II wojny światowej jak nacjonalizm. Wszystko mówiącym faktem w tym kontekście jest bałwochwalczy kult jakim wszechpolacy otaczają postać i dorobek Romana Dmowskiego. Holocaust nie jest dla nich ani barierą moralną, ani intelektualną, by powtarzać dziś wszystkie jego patologiczne wynurzenia na temat Żydów. I cały ten „dorobek” wielkiego Romana sączyć teraz będą w społeczno-polityczną rzeczywistość Polski. Za sprawą Giertycha i jego ludzi poziom krajowego dyskursu politycznego stał się żenująco niski – pełen fobii, uprzedzeń, insynuacji, stereotypów i zwykłej, samozadowolonej z siebie głupoty. Przyszłość z Młodzieżą Wszechpolską u władzy to przyszłość jednoznacznie zła. Zatem na najbliższe trzy i pół roku trzeba się zaopatrzyć w grubą skórę. Jak już pisaliśmy we wstępie: „Możemy się jednak pocieszyć, że im wyżej się ta skrajnie prawicowa fala wzniesie, tym niżej opadnie. Najgorsze tylko, że nanosi ze sobą tyle śmieci...”.



Źródło
sobota, 08 lipca 2006
Ein Volk, Ein Reich, Zwei Kaczoren
jak zwykle szkoda słów.WSTYD mi za tych co robia burdel z Polski, żal mi tych co takich debili wybrali

czwartek, 22 czerwca 2006
Wiceminister kompromituje się w oczach .............Naszego Dziennika
Kolejna kompromitacja Kluzik-Rostkowskiej
Promowanie naturalnego planowania rodziny może być wstępem do zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej - powiedziała wczoraj w TVN 24 Joanna Kluzik-Rostkowska. To nie pierwsza kuriozalna wypowiedź, która dyskwalifikuje wiceminister pracy do pełnienia funkcji rządowych. Pół roku temu Kluzik-Rostkowska "zasłynęła" z pochwały metod sztucznego zapłodnienia. Co jeszcze musi powiedzieć, by premier ją wreszcie odwołał?

Wiceminister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska wypowiedziała się w kontekście powołanego wczoraj przez ministra zdrowia Krajowego Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny, o którego reaktywację zabiegała - z powodzeniem - doradca premiera ds. rodziny Hanna Wujkowska.
Zaostrzenie ustawy oznaczałoby szansę przyjścia na świat dla wielu dzieci, którym obecnie tej szansy się odmawia.
"Nie widzę nic złego w tym, by mówić o naturalnych metodach planowania rodziny. Ale Ministerstwo Zdrowia powinno mówić o wszystkich dostępnych metodach planowania rodziny. Skupianie się na jednej może sugerować, że tylko ona jest dobra, a to jest sprzeczne ze stanem wiedzy medycznej" - powiedziała wczoraj jednej z gazet Kluzik-Rostkowska.
Jolanta Tomczak

Wiceminister zdrowia Bolesław Piecha:
Promowanie naturalnego planowania rodziny jest jak najbardziej słuszne, ponieważ jest to działanie ekologiczne, upodmiotowienie człowieka, a nie tylko zrzuca wszystko na tzw. pigułę i hedonizm. Co się będzie z tym wiązało, to inna sprawa. Chcemy przygotować program, pewną ofertę dla naszych obywateli, której główny cel jest edukacyjny. Nie możemy spychać metod naturalnych na margines lub prezentować ich pod hasłem "ciemnogród", ponieważ to nieprawda. Promowanie naturalnego planowania rodziny to bardzo dobra działalność. Chcemy dotrzeć zwłaszcza do ludzi młodych, żeby nie budowali swojego życia na wizji hedonistycznej, w które jest wpisana chemia, nie troszcząc się o odpowiedzialność i samoświadomość - bo właśnie tego nie możemy promować.

Poseł Tadeusz Cymański, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS:
Nie sądzę, by powołanie Krajowego Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny miało być wstępem do zmian w ustawie o planowaniu rodziny. Nie wydaje mi się, żeby w Polsce dzisiaj miały szansę powodzenia inicjatywy dotyczące zaostrzenia ustawy. Myślę, że w Polsce mamy dziś do czynienia z innym problemem - co robić, aby zapobiec działaniom, które mogą zostać podjęte wcześniej czy później, mającym na celu szersze dopuszczenie aborcji. Tych działań, oczywiście pomimo zwiększenia świadomości społecznej, co jest pozytywne, ja bym nie lekceważył, dlatego że całe środowiska lewackie, dekadenckie, feministyczne nie złożyły broni i wcześniej czy później będą podejmować próby, żeby dopuścić w Polsce do aborcji ze względów społecznych, czyli pozwolić na pełną dowolność. Wydaje się, że wiedza o naturalnym planowaniu rodziny jest słabo rozwinięta, oczywiście jest to metoda zupełnie wyjątkowa w tym sensie, że została wpisana w naturalny cykl rozrodczości. Wymaga oczywiście wiedzy i dyscypliny, ale zasługuje nie tylko na uznanie, ale też na promowanie. Jest również odpowiedzią na ekspansję różnego rodzaju antykoncepcji.


źródło
środa, 31 maja 2006
Rozmowa z Jadwigą Staniszkis
za Sukcesem:
marzec 2006
SUKCES: – Pani profesor, czy jako naród nie zasługujemy na lepszych polityków?

JADWIGA STANISZKIS: Problem polega na tym, że mamy w ręku broń, z której nie chcemy korzystać.Jako naród obserwujący politykę, która nam się nie podoba, powinniśmy odmawiać poparcia w kolejnych wyborach. Wcale nie jesteśmy bezbronni wobec polskiej klasy politycznej, tylko nie chcemy tego wyrażać.
U nas niechęć to wycofanie, bierność, niepójście do wyborów. To ułatwia reprodukowanie klasy politycznej czy stylu uprawiania polityki, który jest naganny! Na przykład mimozmiany rządu wciąż trwa skandaliczne upartyjnianie pañstwa.

– Czy mamy tylko możliwość wyrażania niezadowolenia poprzez wybory? Donald Tusk ostatnio mówił  w wywiadzie o możliwości wypowiedzenia
prezydentowi nieposłuszeństwa obywatelskiego.

– Nie bardzo wiem, co miał na myśli. Czy Tusk to jest ktoś a`la Piłsudski, który planuje zamach majowy w odpowiedzi na formułe demokracji PiS--owskiej? Propozycja Tuska wydała mi się surrealistyczna, bo w drugiej części tego samego wywiadu mówił o możliwości współrządzenia To nie pasuje do stylu tej partii, jej dosyć oportunistycznego podejścia do władzy.Ta żenująca prowokacja z wybraniem TV Trwam, Radia Maryja jako pierwszych, którym się udziela informacji,  czyli potraktowanie ich jako swojej partyjnej tuby to była, moim zdaniem, próba sprowokowania Platformy, pchnięcia jej w głosach sprzeciwu w stronę SLD, głębszego spolaryzowania sceny politycznej. Ale to jest absurdalne, bo odbywa się w sytuacji, kiedy trzeba budować, współpracować, pracować, a PiS tworzy nowe, sztuczne podziały, które potem nabierają własnej dynamiki.

– Ale o liderze PiS-u, Jarosławie Kaczyńskim, mówi się, że fantastycznie sprawdza się w sytuacji destrukcji. Nie w budowaniu. Przynajmniej taki obraz prezentuje od
pięciu, sześciu miesięcy.

– Na razie używa destrukcji, chaosu jako metody budowania. Chaosu jako katalizatora porządku. Kaczyński próbuje rządzić przez zastraszenie. Mnie bardziej interesuje, jak on swoją tak zakumulowaną władzę wykorzysta, mając już pakt stabilizacyjny. Jaka będzie konkretna treść tych ustaw, które się nam bardzo mgliście prezentowane.
Czy na przykład walka z korupcją zorientowana będzie tylko na resentymenty, skierowana ku przeszłości, czy będzie to systemowe penetrowanie różnych obszarów, które sprzyjają korupcji, i propozycja rozwiązań instytucjonalnych, jak w przypadku rejestru leków. To nie może być zrobione od góry przez polityka, który jak pan Mariusz Kamiñski  chce w sposób abstrakcyjny walczyć z korupcją. Korupcje muszą zwalczać specjaliści, którzy gruntownie znają procedury w każdej dziedzinie i wiedzą, gdzie są słabe punkty. Tylko to wymaga uznania, że decyzje kluczowe podejmuje administracja, a polityka jest czymś, co nie jest w stanie załatwić wszystkiego. Ważne jest także stworzenie odpowiednich kanałów komunikacji. Wiedza o procedurach, które rodzą korupcje, powinna być punktem wyjścia do działań antykorupcyjnych.

– Oceniając dwa lata temu działania rządu Leszka Millera i ówczesnego parlamentu, mówiła pani, że pokolenie dwudziesto- i trzydziestoparolatków nie może znieść niskiej
jakości klasy politycznej, traktując  to jako naruszenie własnej godności. Dziś znów pokolenie trzydziestoparolatków jest zażenowane tym, co dzieje się na politycznej
scenie.

– Wśród ludzi, którzy są wewnątrz układu PiS-owskiego, widać, że tam siś odbywa łamanie kręgosłupów. Wicepremier Ludwik Dorn mówił, że etyka odpowiedzialności wymusza na nim jedno, a etyka przekonañ, czyli to, co on by rzeczywiście chciał, drugie. To jest czysta hipokryzja. Dla młodych ludzi, którzy z ramienia PiS-u weszli do polityki i dziś zajmują nawet wysokie stanowiska, to jest trudne do zniesienia. Uważam, że to  jest jeden z elementów funkcjonowania tej formacji: rządzenie przez łamanie
ludzi. Moim zdaniem to kardynalny błąd. To koncepcja władzy, która jest staroświecka, archaiczna i przepsychologizowana, a przez to szokująca.

– Obserwatorzy sceny politycznej twierdzą, że lider PiS-u, Jarosław  Kaczyński, ma obsesję władzy. Pięć  miesięcy prowadził rozmowy, zrywał je, zaprzeczał, że rozmawia, w końcu z nikim się władzą nie podzielił. Zapraszając LPR i Samoobronę do paktu stabilizacyjnego, nie zaprosił ich przecież do współrządzenia...

– Wybrał tych, którym mógł dać mniej. Dla mnie władza to nie gromadzenie stanowisk, ale chęć zrobienia
czegoś, zrealizowanie założonego celu. Nie wiemy, ile tak naprawdę PiS ma realnej władzy, bo władza w tej chwili jest w sieciowych układach, w instytucjach, w niezależnych od polityki pajęczynach. Władza to nie mównica sejmowa i słowne deklaracje. Nie mam pewności, czy oni są w ogóle zdolni przejęć  władzę. Może dlatego gorączkowo starają się wszystko wtłoczyć w model hierarchiczny, który już na świecie nigdzie nie istnieje. Tak samo jak, nie rozumiejąc UE, nie są w stanie skutecznie
nas reprezentować, bo to wymagałoby uznania, że władza jest w kanałachadministracyjnych. Nie centralnych.

– Dlaczego PiS rezygnuje z młodego elektoratu, dlaczego opiera się na samotnych ludziach słuchających po nocach Radia Maryja?

– Nie wiem. Uważam, że to absurd. To bardzo ograniczony elektorat.14 proc. społeczeństwa popiera nowy układ polityczny, 30 proc. ciągle mówi, że wolałoby koalicję POPiS. Politycy PiS-u zrobili wszystko, by spolaryzować polską  scenę. Żeby zrobić system dwupartyjny, dwubiegunowy. To dzieli media, społeczeństwo, przyczynia się do podziałów w Kościele. To jest bardzo niebezpieczne.

– Ale myśmy to już przerabiali w historii. Były poglądy słuszne i obowiązujące, inne niszczone, bez prawa głosu. Jeśli nie będę popierała PiS-u, stanę się obywatelem
drugiej kategorii?

– Nie. Im na tym nie zależy. Rządzą strachem, ale nastawieni są na scenę polityczną,  publiczne media, którymi chą  manipulować. To tych aktorów chcą zdyscyplinować, zastraszyć. Wyborcy rozczarowani tym, co widzą, przestają się tym powoli interesować.

– Po zamieszaniu z budżetem i wystąpieniach marszałka Marka Jurka w Sejmie jedna z telewizji komercyjnych pokazała sondę uliczną. Pytano ludzi, jak odbierają to,
co się dzieje w Sejmie. Dziesięciu rozmówców mówiło o tym, że dziecko ma grypę, że przygotowują strój Zorro do przedszkola, bo jest bal
karnawałowy...

– Bo ludzie wierzą w demokrację, zakładają, że wybierają elitę, która będzie coś realizowała. Demokracje tak działają, że taka chwilowa demobilizacja jest stanem normalnym. U nas dochodzi jeszcze niezrozumienie tej techniki głosowania, ustalania terminów, niezrozumienie mechanizmów.

– Czy to nie prowadzi do obojętności?

– My już dawno jako społeczeństwo jesteœmy obojętni. Ludzie zdają sobie sprawę, że polityka nie jest głównym mechanizmem, który reguluje nasze życie. Zetknełam się kiedyś z przewodniczącym ogólnopolskiego komitetu protestacyjnego, panem Gzikiem z Ożarowa. Powiedział mi, że ich głównym problemem nie jest wcale za silna władza, tylko brak władzy. To było jeszcze wtedy, kiedy był Hausner. Mógł im wszystko obiecać, ale nie mógł nic zrealizować. Władza, która nie ma władzy - to jest problem. Która nie jest w stanie dokonać zwrotu, która tylko bije pianę, gromadzi stanowiska, co nie oznacza wcale powiększania realnej władzy.

– Ludzie u władzy stosują taki rodzaj retoryki, która dla wielu jest obraŸliwa. To są słynne wypowiedzi o kamaszach wicepremiera Dorna, posługiwanie siê kłamstwem, mamienie nas, że chodził³o o parafowanie, a nie podpisywanie itd.

– To poczucie raczej bezradności i nadużywanie środków. To nieznajomość narzędzi, które mają w ręku. I ąwiadomość, że władza się wymyka
lub jej w ogóle nie ma tam, gdzie myśleli, że ją znajdą.

– Kłamstwo tej formacji stało się fetyszem. Kiedy słyszymy, że dziennikarze nie chcieli brać udziału w konferencji prasowej, choć wiadomo, że wcześniej zamknięto im
drzwi przed nosem, zastanawiamy siê nad granicą cynizmu. Kto tu zwariował?

– To jest wyjątkowy cynizm ludzi pokroju pana Gosiewskiego, Karskiego, Suskiego czy Cymańskiego. To jest elementarny brak klasy. – Ale czy to nie jest polityka krótkowzroczna? Poprzedni rząd za lekceważenie wyborców, korupcję i nepotyzm zapłacił wysoką cenę.

– Ja myślę, że PiS skończy tak samo jak SLD. Chyba że wezmie się do autentycznego porządkowania państwa. Niestety, wszystko wskazuje, że ich działania nie będą rozwiązywaniem problemów, tylko rozliczaniem, karaniem, rozdawaniem stanowisk.

– Przecież Jarosław Kaczyñski wywodzi się  z pnia inteligenckiego, on musi takie sprawy przewidywać.

– To jest inteligencja żoliborska, inteligencja, która była trzonem PPS-u przedwojennego, te szklane domy, Żeromski, zorientowanie ku ludziom.Do dziś pamiętam w dziennikach Jana Strzeleckiego fragment, w którym on uważał, że w dobie komunizmu on jest męczennikiem, który poświęca swoją wolność, żeby ludzie mieli chleb. To przeciwstawianie wynikające z niezrozumienia. Pamiętam JanaStrzeleckiego, który doznał olśnienia dopiero w stoczni, że ci prości ludzie chcą także wolności. Komunistycznym inteligentom wydawało się kiedyś, ze poświęcając ważne dla siebie wartości, uzyskują specjalne prawa wobec innych. Myślę, że Jarosław Kaczyński, działajac często wbrew sobie, w imię zmitologizowanej misji, myśli, że zyskuje specjalne prawa i wszystko mu wolno, bo w jakimś sensie poświęcić siebie. Jest tu jakaś
analogia z hipokryzją komuny.

– Moje pokolenie nie rozumie, dlaczego dwie wielkie partie, PO i PiS, nie dogadały się, chociaż wywodzą się dokładnie z tego samego etosu.

– Bo cechuje ich wzajemny brak zaufania. Szok po wyborach, pierwsza reakcja niechętna do tworzenia koalicji. Wkroczenie w to Kwaśniewskiego z ofertą wcześniejszych wyborów, być może jakieś kontakty z PO wcześniej. Pogłębienie tego braku zaufania. PO przegrywając i wybory parlamentarne,
i prezydenckie, było znokautowane porażką. Potem doszły jeszcze małostkowe wypowiedzi Niesiołowskiego, Komorowskiego, media, które dramatyzowały, robiąc z igły widły. To się nawarstwiało.

– Czy PO pomogło, czy przeszkodziło wejście w rolę ofiary?

– Ono nie weszło w rolę ofiary.

– Politycy nieustannie mówili, źe są oszukani.

– To wynikało raczej z chwiejności Jarosława Kaczyñskiego, który nie potrafił  z niczego zrezygnować. Kaczyński boi się ryzykować. Z drugiej strony, co chwilę sobie zaprzecza, jak w wypowiedzi, że on nigdy nie chciał tworzyć koalicji. Brak zaufania do innych zawsze wynika z pewnej koncepcji siebie. Człowiek taki ma poczucie niezrozumienia innych, izolacji siebie. W "The New York Review of Books" Timothy Garton Ash określił ten styl sprawowania władzy jako paranoiczny. To jest zawsze niszczące, bo nie można w takiej sytuacji wydłużać swego horyzontu myślenia, swojej optyki.

– Czy podziela pani zdanie, że to, co działo się do momentu podpisania paktu stabilizacyjnego, było "drugą wojną na górze"?

– To była nieumiejętność nawiązania współpracy. Z ogromnym ładunkiem agresji i resentymentów. Zobaczymy, jak zostanie wykorzystany ten okres paktu stabilizacji, w jakim kierunku pójdą te ustawy, które są konieczne. Co oni zrobią z IPN-em, lustracją ¹, korupcją, sądownictwem. Jeśli nie będzie to połączone ze zbytnim narzucaniem moralności, określaniem, co jest jedynie słuszne, to może ten obraz się poprawi. A poprawi się tylko wtedy, gdy zrobią coś skutecznie w gospodarce i sądownictwie. Ale
o tym będzie można dyskutować, jak będą wchodziły kolejne projekty ustaw.

– A co się wydarzy przez najbliższe dwanaście miesiêcy? Jesteśmy
straszeni nową wizą edukacji, państwem wyznaniowym...

– Na pewno źle się stało z ustawą medialną, tutaj oczekuję bardzo niekorzystnych działańñ. Wzmacnianie Radia Maryja, Telewizji Trwam, mówienie o etyce mediów, dzielenie na dobrych, czyli lojalnych, i resztę. Obawiam się upartyjnienia państwa przez
manipulowanie służbą cywilną. Zobaczymy, w którą stronę pójdzie walka z korupcją, czy ktoś będzie patrzył, co się stało z cegiełkami ze stoczni,  które wziął ksiądz Rydzyk. Ksiądz Rydzyk dzięki transformacji stał się krezusem i warto się przyjrzeć, jakimi mechanizmami osiągnął  fortunę. Mam nadzieję, że te działania kontrolne
nie będą selektywne wobec przeciwników, ale obejmą wszystkich, niezależnie od tego, jak wysoko są w hierarchii władzy.

– Ale można w to wierzyć?

– Polityki nie można rozpatrywać w kategoriach wiary.

– Czy podpisanie paktu stabilizacyjnego to początek końca polskiej demokracji?

– Demokracja jest zagrożona, ale nie z powodu podpisania paktu stabilizacyjnego. Tworzywem demokracji jest polityka, ale polityka nie jest głównym mechanizmem sprawczym, decydującym o losach społeczeństwa. Jest tyle innych mechanizmów niezależnych od polityki i tam jest główne zagrożenie dla demokracji. Poziom dyskursu jest żałosny, ale nie sądzę, że za czasów Leszka Millera demokracja była na wyższym poziomie.

– Moje pokolenie mówi też, że to będą kolejne zmarnowane cztery lata.

– Jeśli się trochę uda uporządkować sądownictwo, jeśli da się ludziom poczucie, że jest sprawiedliwiej, to te lata nie pójdą na marne. Jeżeli się trochę ograniczy korupcję i bezczelność postkomunistycznych układów, które wiele zawłaszczyły, to już będzie dużo.
sobota, 06 maja 2006
Podział łupów
No i stało się. Kaczyński podzielił sie łupami z Lepperem i Giertychem. Jako Polak wstydzę się swojego rządu, w którym znalazło się miejsce dla przestępcy skazanego przez sąd, oraz dla szefa paramilitarnych bojówek Młodzieży Wszechpolskiej.
piątek, 28 kwietnia 2006
SZAMBO !!!
Przestępca rządzi Polską :(
Braciom Kaczynskim dziękujemy za taką Polskę
środa, 26 kwietnia 2006
Paweł Piskorski usunięty z PO
Zarząd Krajowy PO postanowił o wykluczeniu Pawła Piskorskiego z partii - poinformował w środę szef Platformy Donald Tusk.

Szef PO Donald Tusk podkreślił, że powodem wykluczenia są kolejne kontrowersje wokół biznesowej działalności Piskorskiego, które narażają partię na utratę zaufania społecznego. Tusk dodał, że nie ma możliwości odwołania się od decyzji wykluczającej eurodeputowanego z partii.

Przewodniczący Platformy powiedział, że wokół działalności biznesowej Piskorskiego regularnie pojawiają się wątpliwości i to zadecydowało o wykluczeniu go z partii. Zwrócił uwagę, że mamy do czynienia z permanentnym kryzysem zaufania publicznego do osoby eurodeputowanego.

- Problem polega na tym, że raz na jakiś czas - ale niestety niezwykle systematycznie - pojawiają się wątpliwości wokół tego polityka i to wątpliwości dotyczące także strony finansowej jego działalności - powiedział szef PO.

Tusk podkreślił, że nie oznacza to, iż partia uznaje Pawła Piskorskiego za winnego stawianym mu w prasie zarzutom. Podkreślił, że zarząd Platformy, który w środę wykluczył Piskorskiego z partii, nie badał jego działań pod kątem zgodności z prawem.

Przewodniczący Platformy zapowiedział, że w najbliższych dniach zostaną podjęte także daleko idące konsekwencje w stosunku do warszawskich struktur PO.

Tusk powiedział, że tuż po podjęciu przez zarząd decyzji Piskorski został o niej poinformowany, wcześniej niż dziennikarze.

Na pytanie, czy wykluczenie Piskorskiego nie osłabi Platformy, odpowiedział: "Takie decyzje prędzej, czy później przynoszą wyłącznie dobre skutki". "Jestem przekonany, że zdecydowanie lepiej podejmować twarde i przykre decyzje - lepiej późno niż wcale - po to, aby naprawdę budować siłę na zdrowych fundamentach" - zaznaczył Tusk.

Podkreślił, że podejmując decyzję zarząd nie brał pod uwagę "doraźnego interesu" partii. "Nie chcielibyśmy budować Platformy, szczególnie w tak ważnym miejscu jak Warszawa, na fundamentach, które nie są zdrowe" - powiedział Tusk.

Ponadto poinformował, że podjęto decyzję "o przejęciu odpowiedzialności przez nowo wybrane władze krajowe, które PO wybierze w maju, za kształt list samorządowych w Warszawie w zbliżających się wyborach".

źródło
Gratuluję PO dobrej decyzji
Lepper najgłupszy, premier najmądrzejszy
PRZEGLĄD PRASY. Andrzej Lepper musi czerwienić się ze wstydu. Kazimierz Marcinkiewicz ma się z czego cieszyć - pisze "Fakt".

Polacy uznali szefa Samoobrony za najgłupszego, a premiera za najmądrzejszego polityka. Takie są wyniki sondażu TNS OBOP dla "Faktu".

Gdy tylko "Fakt" dostał wyniki badania, natychmiast zadzwonił do zwycięzcy w kategorii najgłupszego polityka. Lepper po prostu się wściekł. "Nie będę tego komentował!" - grzmiał. Nie chciał słuchać tego, co mówią Polacy - zaznacza "Fakt".

Według dziennika, z wyborem najmądrzejszego polityka Polacy nie mieli problemów. Wszyscy - poza młodzieżą (w przedziale 18-29 lat) - wskazali na Kazimierza Marcinkiewicza.

Premier był zaskoczony, ale i zadowolony - podkreśla "Fakt". "Jestem zaszczycony i bardzo za to dziękuję" - powiedział dziennikowi wyraźnie zadowolony ze swego zwycięstwa.

"Fakt" podaje w tabeli wyniki sondażu na najgłupszego (pierwsza liczba) i najmądrzejszego polityka (druga):
1. Andrzej Lepper (Samoobrona) 38/10 proc.;
2/Roman Giertych (LPR) 18/3 proc.;
3.Stanisław Łyżwiński (Samoobrona) 3/0 proc.;
4.Przemysław Gosiewski (PiS) 3/1 proc.;
5. Krzysztof Filipek (Samoobrona) 2/0 proc.;
6. Anna Sobecka (LPR) 1/0 proc.;
7. Marek Kotlinowski (LPR) 1/0 proc.;
8. Jan Rokita (PO)9/9 proc.;
9. Ryszard Kalisz (SLD) 2/2 proc.;
10. Jerzy Szmajdziński (SLD) 1/1 proc.;
11.Marek Jurek (PiS) 2/3 proc.;
12 Jarosław Kalinowski (PSL) 2/3 proc.;
13. Wojciech Olejniczak (SLD) 2/4 proc.;
14. Waldemar Pawlak (PSL) 1/3 proc.;
15. Jarosław Kaczyński (PiS) 10/13 proc.;
16. Bronisław Komorowski (PO) 1/4 proc.;
17. Donald Tusk (PO) 8/18 proc.;
18. Marek Borowski (SdPl)1/12 proc.;
19. Aleksander Kwaśniewski 1/25 proc.;
20. Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) 1/27 proc.
źródło

***********************
Cóż dodać skoro Polacy wszystko wiedzą. Można tylko podsumować: Zwyciężyli koalicjanci
piątek, 14 kwietnia 2006
Ale PiS ma koalicjanta.....

Gazeta Polska: Samoobrona - tajna broń WSI



Chociaż szefem Wojskowych Służb Informacyjnych jest człowiek prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - Marek Dukaczewski, to niemal wszyscy nasi rozmówcy, wywodzący się ze służb specjalnych III RP uważają, że ani prezydent, ani rząd nie kontrolują tego, co dzieje się w WSI. Eksperci nie mają wątpliwości: WSI wywierają wpływ na polityków, a ostatnio bardzo ważne dla wojskowych służb stały się wpływy w Samoobronie.

Spośród partii, które mają szansę wygrać przyszłe wybory, tylko Samoobrona opowiada się za pozostawieniem wojskowych służb w obecnej formie.

Wojskowe Służby Informacyjne powstały w 1991 r., z połączenia wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Oficerów nie poddano nigdy żadnej weryfikacji. WSI stanowią nietykalne państwo w państwie, choć przynajmniej trzy afery - współudział w FOZZ, nielegalny handel bronią i wyłapanie w ich szeregach kilku szpiegów Moskwy - kwalifikowały je do rozwiązania.

Były szef UOP Zbigniew Nowek uważa, że wszelkie zmiany w WSI to przetasowania w rodzinie. W zależności od konstelacji politycznej na stanowiskach wymieniali się ludzie blisko ze sobą współpracujący i mający podobne interesy. Przed wyborami posłowie SLD zapewniali, że chcą połączyć wywiad cywilny z wojskowym. Jednak w trakcie prac nad ustawą o WSI, Sojusz zmienił zdanie.

Ogromny i niedoceniany przez obserwatorów udział w zachowaniu potęgi WSI miała Samoobrona. Dwaj posłowie tego ugrupowania - Andrzej Grzesik i Zbigniew Dziewulski, referując stanowisko klubu, wsparli rządową wersję ustawy o WSI, która zachowywała obecną pozycję wojskowych służb. Poseł Andrzej Grzesik argumentował: - Oceniamy, iż zaproponowana w projekcie ustawy instytucjonalna jedność służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego jest rozwiązaniem optymalnym, wynikającym z faktycznie realizowanych obecnie przez WSI zadań, w tym sojuszniczych, oraz ich roli w systemie ochronnym państwa. (...)

Pod dyktando służb

Według naszych informatorów, współpraca SLD i Samoobrony we wspomnianej sprawie nie była incydentem.

Były wysoko postawiony oficer UOP mówi wprost: - To oficerowie WSI organizowali bezpośrednie spotkania szefa SLD, Leszka Millera z szefem Samoobrony, Andrzejem Lepperem. Spotkania te miały miejsce jeszcze przed objęciem władzy przez SLD.

Poseł Konstanty Miodowicz (PO), członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych uważa, że styl wystąpień parlamentarzystów Samoobrony zdradza coś więcej niż tylko układ zawarty z SLD. Jego zdaniem opinia Samoobrony, wygłoszona podczas debaty nad losami WSI sprawiała wręcz wrażenie "materiału wytworzonego przez służby specjalne". Chodziło między innymi o specyficzny żargon.

Doradcą Samoobrony w czasie prac nad ustawą był Marek Mackiewicz. W niedawnym tekście w "Rzeczpospolitej" na temat WSI, Mackiewicz występuje jako były szef kontrwywiadu wojskowego.

Konstanty Miodowicz tak wspomina udział Mackiewicza w powstawaniu ustawy o WSI:

- Mackiewicz kilkakrotnie występował na forum sejmowej komisji służb specjalnych. Nie ukrywał swoich związków z Samoobroną. Zdaniem Miodowicza, Mackiewicz nie jest wyjątkiem w Samoobronie. Znalazło się tam sporo osób związanych z PRL-owskimi służbami specjalnymi, w tym ze służbami wojskowymi.

Sprawa ustawy to nie jedyny przykład działań partii Leppera zbieżnych z interesami WSI. Zbigniew Wassermann pamięta, jak Samoobrona próbowała forsować na eksperta sejmowej komisji ds. służb specjalnych Kazimierza Głowackiego - w połowie lat 90. szefa WSI.

O WSI rozmawialiśmy z Andrzejem Lepperem. Powiedział, że służb nie należy likwidować - najwyżej zreformować. Przyznał, że Samoobrona korzysta z różnego typu doradców, w tym również związanych z WSI: - Liczy się to, co potrafią, a jeśli w przeszłości popełnili jakieś błędy, to należy ich rozliczyć z tego, co robili, a nie z tego, gdzie byli.

Były wysoki oficer UOP: - Jeden z najbardziej znanych w Polsce biznesmenów o inicjałach "KG", znajdujących się w otoczeniu Andrzeja Leppera, to były współpracownik wojskowych służb specjalnych PRL. Lepper atakuje wrogów byłego szefa WSI.

Wokół Leppera kręci się także Konstanty Malejczyk, w latach 1994-96 szef WSI, zamieszany w aferę związaną z nielegalnym handlem bronią. Malejczyk w wojsku związany był z generałem Tadeuszem Wileckim, który współpracował blisko z Mieczysławem Wachowskim (dziś związany z Samoobroną) i prezydentem Lechem Wałęsą. Wilecki i Malejczyk należeli w 1994 r. do inicjatorów tzw. "obiadu drawskiego", podczas którego generałowie wypowiedzieli posłuszeństwo ministrowi obrony narodowej, Piotrowi Kołodziejczykowi. Jednym z celów tej grupy było wyjęcie WSI spod władzy ministra obrony narodowej i podporządkowanie jej szefowi Sztabu Generalnego.

Po przemówieniu sejmowym, w którym Andrzej Lepper zarzucił korupcję wielu politykom, tygodnik "Przegląd" zwrócił uwagę na fakt, że lider Samoobrony atakuje przeciwników Wileckiego i Malejczyka. Obu wojskowych z funkcji odwołał premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Według "Przeglądu" w konflikcie z Wileckim i Malejczykiem był też Jerzy Szmajdziński, wtedy szef komisji obrony narodowej, bo wbrew generałom opowiedział się za cywilną kontrolą nad armią. Gdy w otoczeniu Leppera pojawił się Malejczyk, Szmajdziński i Cimoszewicz stali się obiektem najostrzejszych ataków Leppera.

W jego książce z 1993 r. odnaleźliśmy postulaty bliskie generałom: "Minister obrony narodowej powinien mieć kwalifikacje wojskowe, natomiast powinien być wspierany przez grono specjalistów cywilnych różnych dziedzin".

W 2000 r. Wilecki wraz z Samoobroną stworzył na wybory prezydenckie Blok Ludowo-Narodowy. Sojusz się rozpadł, bo do wyborów wystartował zarówno były szef sztabu, jak i szef Samoobrony.

Zielone mundurki

W Samoobronie - zarówno w jej warszawskiej centrali, jak i w terenie - roi się od wojskowych. Były rzecznik partii Krzysztof Socha był oficerem politycznym - pułkownikiem LWP. Generał Zenon Poznański, dziś jeden z najbliższych doradców Andrzeja Leppera, opowiadał na łamach "Rzeczpospolitej", jak to na polowaniu koledzy generałowie chwalili go za związanie się z Samoobroną. Odszedł z armii na znak protestu przeciwko zmianom wprowadzonym po "okrągłym stole". Gdy koalicja SLD-PSL rządziła w latach 1993-97, został - mimo protestów opozycji - mianowany szefem Obrony Cywilnej. W ostatnich latach doradzał SLD. W Rzeszowie radnym z listy Samoobrony został Janusz Chara, były szef I Batalionu Strzelców Podhalańskich, którego wojskowa kariera załamała się w 1996 roku. Prokuratura wojskowa oskarżyła go wtedy o pobicie zastępcy. Sąd wojskowy uznał go winnym i zakazał pełnienia funkcji dowódczych przez 10 miesięcy.

Samoobrona strzela do grubego zwierza

Oprócz wojskowych w Samoobronie roi się od myśliwych. Jak pisaliśmy, w stworzeniu Samoobrony duży udział mieli ludzie z Polskiego Związku Łowieckiego - organizacji, skupiającej w PRL głównie partyjnych prominentów. PZŁ, według "Rzeczpospolitej", był w znacznym stopniu kontrolowany przez wojskowe służby, które czerpały zyski z dewizowych polowań. Dziś w sejmie działa Parlamentarny Zespół Myśliwych i Sympatyków Łowiectwa. Na 76 członków zespołu, 52 to obecni i byli parlamentarzyści Samoobrony.

Polowania były nie tylko dogodnym miejscem spotkań oficerów i agentury, ale także - werbunku.

Tymiński się wyprowadza, wprowadza się Lepper

Nasi informatorzy uważają, że pomysł WSI, by ugrać swoje przy pomocy radykalnych partii populistycznych, takich jak Samoobrona, ma historię tak starą jak III RP.

- Były szef MSW Andrzej Milczanowski mówił mi wprost, że Tymiński i partia X to był pomysł WSI, wskazywał nawet konkretnych ludzi, którzy tę operację organizowali - wspomina Jarosław Kaczyński, lider PiS. Tymiński i Lepper znają się. W połowie lat 90. zdobywająca dopiero popularność Samooobrona i dogorywająca Partia X współpracowały bardzo ściśle. W pewnym momencie utworzyły nawet wspólną organizację "Samoobrona Mieszkańców". Gdy w 1995 r. Stan Tymiński zapowiedział, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich, lider Partii X - Józef Kossecki informował, że oba ugrupowania wspólnie zbierają podpisy pod listami poparcia dla Tymińskiego i Leppera. Z czasem ci sami ludzie, którzy stawiali wcześniej na Tymińskiego, postawili na Leppera. Tuż po 1989 r. egzotyczny biznesmen lepiej sprzedawał się wśród niezadowolonego elektoratu, ale gdy kapitalizm spowszedniał, a wielu także obrzydł - popularność łatwiej mógł zdobyć zbuntowany chłopski watażka. Być może pewne światło na to, jak do tego doszło, rzucają wyjaśnienia Tymińskiego, który w 2001 r., w wywiadzie umieszczonym na stronie internetowej www.obnie.w.interia.pl powiedział: "Nasze trudności z Lepperem zaczęły się w roku 1992. Na miesiąc przed wyborami do parlamentu odebrano nam biuro partii. Dostaliśmy wypowiedzenie i nasze biuro partii wraz z telefonem zostało przekazane Lepperowi".

Z partii Tymińskiego przeszło do Samoobrony wielu działaczy, w tym były współorganizator kampanii Partii X, Jacek Ogonowski. Według Tymińskiego, Samoobrona naśladowała Partię X. "Wszystkie te posunięcia, które myśmy planowali, jeśli chodzi o Partię X, to oni robili. Mieli swoich ludzi u nas - no, bo byliśmy dużą organizacją i trudno było wyłapać wszystkich agentów. Mieli wtyczki i mieli błyskawiczne donosy. Tak, że jakikolwiek ruch, jaki chcieliśmy zrobić, to oni to już robili pierwsi, ale z pełnym poparciem prasy i telewizji w czasie, kiedy myśmy byli objęci całkowitą cenzurą". Wielu przywódców Samoobrony i Partii X wywodzi się z tego samego środowiska - betonowego skrzydła PZPR. Lider Partii X, Józef Kossecki - był w latach 80. publicystą tygodnika "Rzeczywistość".

Zastępcą redaktora naczelnego tego pisma był Bolesław Borysiuk, dziś jeden z najważniejszych doradców Andrzeja Leppera. Gazeta Kosseckiego i Borysiuka silnie powiązana była z wojskiem.

Układy środowiska "Rzeczywistości" z wojskiem wynikały z rodowodu ideowego, związanego z nazwiskiem przywódcy narodowo-komunistycznej frakcji PZPR Mieczysława Moczara. Moczar, współpracownik sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, szefował Związkowi Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD). Pod jego przywództwem organizacja ta zyskała na znaczeniu i żyła narodowo-komunistyczną retoryką.

Ci, którzy tworzyli Partię X, to ludzie nienawidzący nowej rzeczywistości po 1989 r., często związani właśnie z wojskowymi służbami specjalnymi. One w sposób naturalny mogły przesunąć się do Samoobrony i budować jej infrastrukturę - twierdzi Konstanty Miodowicz.

Piotr Lisiewicz, Tomasz Sakiewicz

(Gazeta Polska)

Panowie Kaczyńscy, czy nie jestescie hipokrytami?
źródło

czwartek, 13 kwietnia 2006
KTÓRY SKRZYWDZIŁEŚ

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.
Washington D.C., 1950
Czesław Milosz
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9