Tu podaj tekst alternatywny
eXTReMe Tracker
Kategorie: Wszystkie | Burdel | Koalicja | Ojciec Dyrektor | Opozycja | Rząd | Z życia Kaczek
RSS
czwartek, 06 kwietnia 2006
Nuncjusz marnuje czas
Nuncjusz Apostolski: Trzeba zająć się uciążliwą sprawą Radia Maryja

Nuncjusz Apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk przekazał w czwartek kopię listu Stolicy Apostolskiej w sprawie Radia Maryja prowincjałowi Redemptorystów o. Zdzisławowi Klafce.
Stolica Apostolska wyraża w nim swoje poważne zastrzeżenia w sprawie zaangażowania się, zwłaszcza w ostatnim czasie, Radia Maryja i związanych z nim innych środków społecznego przekazu w sferę ściśle polityczną.

List, który został udostępniony w czwartek PAP, zawiera przypomnienie - ze strony Stolicy Apostolskiej - podstawowej zasady "odpowiedzialności Konferencji Episkopatu za działalność duszpasterską katolickich środków społecznego przekazu o zasięgu krajowym, nawet jeśli są one własnością zgromadzenia zakonnego". Stolica Apostolska zwróciła się do biskupów polskich, "aby zgodnym działaniem przezwyciężali aktualne trudności spowodowane przez niektóre transmisje i stanowiska zajmowane przez Radio Maryja, które nie uwzględniają w wystarczającym stopniu słusznej autonomii sfery politycznej"

Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej w piśmie (z 21 marca) skierowanym do Nuncjatury Apostolskiej w Polsce zauważa, że "uciążliwą sprawą Radia Maryja z pełną uwagą i stanowczością powinni się zająć: biskup toruński (gdzie radio ma siedzibę), władze zakonne Zgromadzenia Ojców Redemptorystów oraz Konferencja Episkopatu Polski".

Nuncjusz zwrócił się też z prośbą o potraktowanie treści całej tej korespondencji również "jako poważnego ostrzeżenia i zaproszenia Księdza Prowincjała do podjęcia zdecydowanych i skutecznych działań w zakresie swojego urzędu".

Abp Kowalczyk poinformował prowincjała Redemptorystów również o tym, że kopię tego listu przekazuje przewodniczącemu Konferencji Episkopatu Polski i poszczególnym biskupom diecezjalnym.

Episkopat nie zajął jeszcze stanowiska w tej sprawie.
źródło

Rydzyk vel. Świeta Krowa za nic ma uwagi episkopatu czy nawet Stolicy Apostolskiej. Bedzie robił swoje
Koniec zamieszania w sprawie UniCredito
Wojna o bankową fuzję zakończona

Najpierw rząd, a kilka godzin później Komisja Nadzoru Bankowego dały UniCredito zielone światło na połączenie Pekao i BPH.

Trzytygodniowe negocjacje z włoską delegacją Mariny Natale ekipa wiceministra skarbu Pawła Szałamachy zakończyła porozumieniem w ostatniej chwili. Premierowi zależało, by zawrzeć ugodę przed środowym posiedzeniem Komisji Nadzoru Bankowego, ale jeszcze we wtorek wydawało się to mało prawdopodobne.

Gorączkowe ustalenia trwały cały poniedziałek, we wtorek i do późnych godzin nocnych już w środę. - Do godziny 20. we wtorek w rozmowach brali udział szefowie negocjatorów, później zastąpiły ich zespoły prawników, które skończyły obrady długo po północy - relacjonuje nam osoba zbliżona do negocjacji.

Wstępny projekt ugody był już gotowy tydzień temu, jednak negocjacje długo nie przynosiły sukcesu. - Włosi grają na czas - mówili stronnicy rządu. - Polska strona dopisuje do projektu ugody nowe postanowienia - skarżyli się Włosi. Jednak w środę rano negocjatorzy podali sobie ręce na zgodę.

Na zorganizowanej naprędce konferencji prasowej obie strony nie ukrywały zadowolenia. - To porozumienie, które jest dobre dla Polski, naszych klientów i pracowników oraz samego UniCredito - powiedział prezes włoskiej grupy Alessandro Profumo, który przyleciał do Polski w środę rano, specjalnie na parafowanie umowy.

- Osiągnęliśmy nasze cele, a i druga strona jest zadowolona. Jaki z tego wniosek? W Polsce warto inwestować - dodał premier Kazimierz Marcinkiewicz, który niemal przez całą uroczystość parafowania umowy uśmiechał się od ucha do ucha, podobnie jak towarzysząca mu wicepremier Zyta Gilowska.

Ustępstwa, na które zgodziło się UniCredito, są zdaniem analityków niewielkie. Włosi muszą sprzedać 200 placówek BPH wraz z marką banku. - I tak planowali sprzedaż części oddziałów, które pokrywają się z siecią Pekao - mówi Adam Ruciński z kancelarii audytorskiej Ruciński i Wspólnicy.

Nie potwierdziły się informacje, że rząd chce, by Włosi oddali BPH w ręce polskiego inwestora, np. twórcy Getin Banku Leszka Czarneckiego. - W ogóle nie było na ten temat rozmowy - ujawnił "Gazecie" wiceminister Paweł Szałamacha.

Wcześniej Włosi sugerowali, że w zamian za zgodę na fuzję mogliby oddać "wielkiemu Pekao" nadzór nad inwestycjami UniCredito w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Pojawiła się też nieoficjalna oferta, by "w rozliczeniu" za rządowe zielone światło państwowy PKO BP kupił od UniCredito jego bank w Chorwacji. Żadnego z tych warunków nie ma jednak w ugodzie.

W czyje ręce trafi "odchudzony" BPH? - To będzie przejrzysty proces, rodzaj międzynarodowej aukcji - powiedział prezes Profumo. - Wielkie banki nieobecne jeszcze w Polsce ustawią się w kolejce, by kupić markę i placówki BPH - dodał premier Marcinkiewicz.

Pracownicy obu banków otrzymali dwuletnie gwarancje zatrudnienia. Wcześniej Włosi szacowali, że pracę może stracić nawet 6 tys. osób.

Analitycy i bankowcy cieszą się, że spór nie skończył się w sądzie. - To całe zamieszanie psuło wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. Zawsze lepiej się dogadać, niż chodzić po sądach - powiedział Reutersowi zarządzający w TFI Skarbiec Konrad Łapiński.

Z ugody ucieszył się wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Jerzy Pruski. - Można tylko ubolewać, że do takich rozmów nie doszło wcześniej - powiedział.

Spór o fuzję dobiegł końca, ale Bruksela nie wycofuje zarzutów o łamanie przez Polskę prawa konkurencji i swobody przepływu kapitału na unijnym rynku. - Porozumienie nie kończy naszego postępowania - mówili po południu przedstawiciele Komisji Europejskiej.

Z kolei rząd - jak ujawnił nam wiceminister Szałamacha - nie zamierza wycofywać z Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zarzutów przeciwko Komisji o nierzetelność i błędy przy wydawaniu przez nią zgody na fuzję.

Wieczorem Komisja Nadzoru Bankowego, której przewodniczy prezes NBP Leszek Balcerowicz, zgodziła się na fuzję banków.

źródło
Eksperci: to pyrrusowe zwycięstwo rządu

Bogusław Grabowski

Dla rządu to pyrrusowe zwycięstwo. Udowodnił swojemu elektoratowi, że jest "twardy" w walce o polskość w sektorze bankowym. Ekonomicznie nie osiągnął nic. Zmusił UniCredito do podpisania porozumienia. Włosi się zgodzili dla świętego spokoju. W zamian dali bardzo niewiele. Markę banku - która i tak by znikła. I oddziały, z których i tak część trzeba byłoby sprzedać lub zamknąć. Nabywca placówek i marki BPH musi pamiętać o jednym - klientów nie ma w bilansie bankowym. Głosują nogami i przechodzą tam, gdzie jest im wygodniej. A co to za problem, aby Włosi zaproponowali klientom z oddziałów, które teraz się duplikują, pozostanie u nich?

Robert Gwiazdowski

Rząd osiągnął cudowny efekt PR-owski. Pokazał UniCredito, kto tu rządzi. Że jak mocno tupnie nogą, to muszą się go słuchać. Efektu ekonomicznego to porozumienie nie ma żadnego. Ani dla banków, ani dla klientów.

Witold Orłowski

W sensie techniczno-negocjacyjnym starcie wygrał rząd. Zmusił UniCredito do podjęcia negocjacji. A sam układ? Nie jest znaczącym ustępstwem ze strony UniCredito. Bez wątpienia sukcesem rządu jest za to utrzymanie zatrudnienia w bankach przez najbliższe dwa lata. Tylko co później, kiedy skończy się ta gwarancja? Może zamiast targować się z UniCredito o sprzedaż części placówek, należało walczyć o konkretne inwestycje w naszym kraju, tak aby stworzyć nowe miejsca pracy.

źródło

No i co zyskał rząd? Opinie destablizatora? Jeżeli na tym im zależy to dziękuje im bardzo. W Polsce warto inwestować? A któż może wiedzieć co strzeli do łba ministrow. Wiadomo ze może być rożnie i rząd Marcinkiewicza udowodnil to nie raz


Zadupie Made in Poland
Edelman apeluje o zajęcie się Radiem Maryja
Ostatni żyjący przywódca powstania w getcie warszawskim, zaapelował do premiera i marszałka Sejmu o podjęcie kroków, które wyeliminują ideologię szerzoną w audycjach politycznych przez Radio Maryja, a nawet o zamknięcie tej radiostacji.

- Wielokrotne interwencje opinii społecznej w tej sprawie jak dotychczas nie dały rezultatu. Wzywam Pana Premiera i Pana Marszałka do energicznych działań, aby w wolnej Polsce taka propaganda nie miała miejsca, aby w wolnej Polsce wszyscy obywatele niezależnie od płci, wyznania i narodowości byli równi i czuli się jak u siebie w domu, a wolność słowa istniała tak długo jak długo nie zagraża demokracji - napisał Edelman.

- Po 16 latach w Polsce istnieje radiostacja ''Radio Maryja'', która w swoich programach politycznych szerzy ksenofobię, szowinizm i antysemityzm, niektóre jej audycje nie odbiegają od hitlerowskiego Sturmera. Pan Premier, Pan Marszałek, ministrowie i niektórzy posłowie występują w tej rozgłośni, co podnosi jej rangę, czyni wiarygodną i sprawia wrażenie, że Państwo solidaryzuje się z linią polityczną Radia Maryja - czytamy w liście.

- W społeczeństwie niestety zdarzają się występy rasistowskie jak np.: na stadionach lub graffiti na murach, które sieją nienawiść rasową, szowinizm i antysemityzm. Doświadczenie uczy, że od nienawistnych słów do zbrodniczych czynów jest czasem niedaleka droga - podkreślił w swym liście Edelman.

Ostatnio przeciw treściom przekazywanym na antenie Radia Maryja protestowała m.in. Rada Etyki Mediów (REM). Skrytykowała ona nadany w marcu przez stację felieton Stanisława Michalkiewicza na temat roszczeń organizacji żydowskich do spadku po ofiarach zagłady w Polsce. Zdaniem REM felieton był antysemicki i wypowiedziany "językiem nienawiści". REM zaapelowała też do Radia Maryja, "rozgłośni przedstawiającej się jako katolicka, o zaniechanie podobnych publikacji".

Nienawistne felietony

W felietonie tym Michalkiewicz mówił m.in., że ''Judajczykowie'' próbują wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu zwanego dla niepoznaki rewindykacjami. Twierdził też, że Polska jest upokarzana przez Żydów awanturami "na terenie oświęcimskiego obozu, rozdmuchiwanie incydentu w Jedwabnem, a obecnie - przygotowaniami do wielkiej propagandowej imprezy w Kielcach, w rocznicę tzw. pogromu".

Protesty przeciw felietonowi Miachalkiewicza napłynęły też do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Jak poinformował PAP w środę rzecznik przewodniczącej posiedzeń KRRiT Tomasz Różański od końca marca takich skarg napłynęło 37. Jedną z nich skierowało stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita", zarzucając stacji, że złamała art. 18. ustawy o radiofonii i telewizji, zakazujący propagowania treści dyskryminujących ze względu na rasę, płeć lub narodowość.

KRRiT nie zajmie się jednak na razie skargami na Radio Maryja, bo po wyroku Trybunału Konstytucyjnego jej przewodnicząca nie ma podstaw prawnych do pełnienia swojej funkcji, a tylko ona może wezwać nadawcę do złożenia wyjaśnień lub nałożyć karę. Kruk nie może podejmować żadnych decyzji od 29 marca, kiedy ukazał się Dziennik Ustaw nr 51 z wyrokiem TK w sprawie częściowej niekonstytucyjności tzw. ustawy medialnej. Trybunał uznał, że przepis, zgodnie z którym przewodniczącego KRRiT powołuje i odwołuje prezydent (a w takim trybie powołano Kruk) jest niezgodny z konstytucją. Dlatego od momentu jego ogłoszenia Kruk pełni jedynie "organizacyjną funkcję przewodniczącego posiedzeń KRRiT".

''Otwarta Rzeczpospolita'' zapowiedziała, że w związku z antysemickimi wypowiedziami, jakie pojawiają się na antenie Radia Maryja skieruje w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

źródło
Znacie jakiś inny kraj w Europie gdzie działa legalnie rozgłośnia radiowa jawnie szerzące poglądy antysemickie i nacjonalistyczne, którą odwiedza Premier i szef największej partii?
wtorek, 04 kwietnia 2006
Stanisław Lem: 1921 - 2006

Będzie nam brakowało głosiciela prawdy
piątek, 31 marca 2006
Kłamstwa PiSu
PIT: stare stawki, wyższe progi


Piotr Skwirowski 31-03-2006 , ostatnia aktualizacja 31-03-2006 07:50

Stare stawki, zwaloryzowane progi i kwota wolna, ulgi na dzieci, niższa składka na ubezpieczenie rentowe. Takie propozycje zmian w podatkach ma zaprezentować dziś Ministerstwo Finansów.


Przed wyborami PiS obiecywało dwie stawki - 18 i 32 proc. I to szybko. Potem równie szybko zaczęło jednak odsuwać w czasie realizację tej obietnicy.

- Nikt z niczego nie rezygnuje - stwierdził co prawda w czwartek lider PiS Jarosław Kaczyński pytany przez dziennikarzy o to, czy jego partia wycofa się z obietnicy podatkowej złożonej przed wyborami. - Nasze obietnice będą rozłożone w czasie - zaznaczył jednak po chwili.

Wyjaśnił, że część zmian w przepisach podatkowych wejdzie w życie od przyszłego roku, ale zmiany będą też następować w kolejnych latach. I właśnie na kolejne lata przesunięta zostanie prawdopodobnie ewentualna obniżka stawek do 18 i 32 proc. Taką decyzję PiS sygnalizuje już zresztą od dawna.

W połowie lutego Ministerstwo Finansów pokazało dziennikarzom nową skalę podatkową na 2007 r. Z trzema stawkami. W czwartek "Gazeta" odkryła na stronie internetowej resortu finansów nową wersję tej skali. Korzystniejszą dla podatników od skali pokazanej w lutym. Wyższe niż w tamtej skali są kwoty progów podatkowych - przy ich ustalaniu uwzględniono wszystkie zaległe waloryzacje, od 2002 r. (w skali z lutego tylko ich część). Zwaloryzowana jest też oczywiście kwota dochodu wolnego od opodatkowania. Rośnie dzięki temu z obecnych 2790 zł do nieco ponad 3000 zł. Waloryzacja kwoty wolnej oznacza dla wszystkich podatników zysk kilkudziesięciu złotych. Podniesienie kwot progów daje znacznie większe oszczędności na podatku, niestety, odczują to tylko osoby z wyższymi dochodami.

W czasie zwołanej na piątek konferencji prasowej resort finansów przedstawi wszystkie swoje propozycje zmian w podatkach. Mówi się o setkach zmian, przede wszystkim porządkujących przepisy i ułatwiających życie podatnikom.

Wedle naszych informacji będzie tam ulga prorodzinna na dzieci. W kampanii wyborczej PiS obiecał do tego odpisy od podatku - 50 zł na pierwsze dziecko i po 100 zł na każde kolejne. Gdy w lutym wicepremier Gilowska powiedziała, że na ulgi nie ma pieniędzy, posypały się na nią gromy ze strony członków rządu i polityków PiS. Resort finansów zaczął więc szukać sposobów na wprowadzenie ulg. Być może jednak ulgi będą ograniczone w stosunku do tego, co PiS proponował w kampanii wyborczej.

Wszystko wskazuje na to, że Ministerstwo Finansów nie zrezygnuje z lutowej propozycji obniżenia o 3 pkt proc. składki na ubezpieczenia rentowe. - Podtrzymuję opinię, że zmiany w wielkości składek (...), obniżka pozapłacowych kosztów pracy jest istotniejsza niż zmiany w PIT - powiedziała Zyta Gilowska w czwartkowym wywiadzie dla Radia PiN. - Do tego próbuję przekonać polityków i wcale nie najgorzej mi to idzie.

Gilowska nie wykluczyła nawet głębszej obniżki składki rentowej. - Zastanawiamy się na tym - stwierdziła.

Nawet jeśli Ministerstwo Finansów i rząd nie zaproponują wprowadzenia od 2007 r. stawek 18 i 32 proc., to w Sejmie jest już taki projekt zmiany ustawy o PIT. Zgłosiła go PO. W jej projekcie jest też ulga na dzieci w wersji z kampanii wyborczej PiS. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie chce ich wprowadzenia, będzie musiało zagłosować przeciwko swoim obietnicom wyborczym.


Jak już mówilem wcześniej. PiS kłamał, kłamie i będzie klamał. Szczegółowa analiza wydaje sie być zbytaczna
czwartek, 30 marca 2006
I znowóż winna PO
PO winna temu, że Samoobrona może wejść do rządu

Przemysław Gosiewski twierdzi, że to Platforma Obywatelska jest winna temu, że być może Samoobrona wejdzie wraz z PiS-em do rządu.
Szef klubu parlamentarnego PiS powiedział w radiowej Trójce, że Platforma ani nie chciała koalicji z jego partią ani też nie chce poprzeć samorozwiązania Sejmu. Dlatego - zdaniem Gosiewskiego - jest odpowiedzialna za obecną sytuację, kiedy PiS musi szukać partnerów do rządu większościowego, a jednym z tych partnerów jest Samoobrona.
źródło


PiS w dalszym ciągu zachowuje sie jak małe dziecko co narozrabiąlo i szuka wykrętu, bo nie chce dostać lania. Ordery przyznają się samie, do dawania d.... Samoobronie PiS skłonila PO itd. W takiej atmosferze bracia Kaczyńscy budują nam IV Rzeczopspolitą.....
środa, 29 marca 2006
Wolność made in IV RP

Nie jestem Orianą Fallaci, ani profesor Staniszkis. Moje felietony są mniej zaangażowane czy naukowe. Chociaż nawet dziennikarze i naukowcy są już na tyle świadomi, że nie mają pretensji do jedynie słusznego oglądu rzeczywistości. Jestem pisarką i publikuję w gazetach felietony, korzystając ze szczególnego przywileju publicznego wyrażania subiektywnych opinii. Jeszcze bardziej subiektywna jest literatura tworzona wyobraźnią. Gdy moja książka znajdzie się na liście bestsellerów nie mam ciągot by przekładać to na rankingi popularności politycznej i startować w wyborach. Artysta jest osobą nieodpowiedzialną, zwłaszcza za ten świat bo go nie tworzy, on go sobie wyobraża. To politycy są inżynierami rzeczywistości, a dziennikarze mają za zadanie w miarę obiektywnie ją komentować (w zależności od opcji gazety). Myślałam, że taki podział ról, trójpolówka zadań i kompetencji między politykami, dziennikarzami i artystami jest w demokracji oczywisty. Ale redakcja Sukcesu dostała niedawno list od dyrektor Anny Kamińskiej z Kancelarii Prezydenta RP Biura Informacji i Komunikacji Społecznej, cytuję fragmenty: „Szanowna Pani Redaktor. W numerze Sukcesu z lutego br. ukazał się felieton Manueli Gretkowskiej, określanej – nieco na wyrost biorąc pod uwagę poziom jej „publicystyki” - jako dziennikarka i pisarka. Trudno określić jej felieton pt. „Kły kłamią” inaczej niż jako pseudointelektualny bełkot naszpikowany kłamstwami”. Na czym polegały te straszne kłamstwa? Na błędach w pisowni nazwisk i przekręcaniu nazw urzędów państwowych. Cóż, czasem korekta urzeczona pięknem tekstu przepuszcza ewidentne błędy. Przyznaję, ortografia i hierarchia od najmłodszych lat sprawiały mi kłopot. Najpoważniejszą pomyłką w moim felietonie było twierdzenie, że bracia Kaczyńscy stracili w dzieciństwie ojca. Ale jeszcze nie musimy znać na pamięć życiorysu Wielkich Przywódców – jedynie to mam na swoje usprawiedliwienie. A Kancelaria Prezydencka ma prawo korygować błędy rzeczowe. Jednak dodawanie epitetów nie licuje z powagą urzędu. Nie za bardzo zresztą rozumiem kto tak naprawdę i po co odróżnia normalnego pisarza od pisarza „na wyrost”? Czy to ocena nadgorliwej urzędniczki o niewyżytych ambicjach krytyczno-literackich czy prezydenta, którego reprezentuje? Ostatni przypadek publicznego łajania pisarzy przez polityka pamiętam z wystąpień towarzysza Władysława. Gomułka potępianych literatów sumiennie czytał i dziobał palcem w co ciekawsze cytaty z ich molestowanych na trybunie dzieł. Josif Brodski za nieumiejętność udowodnienia tępym, sowieckim sędziom, że jest poetą dostał kilkuletni wyrok. Urzędnicy i artyści mają najwidoczniej problemy ze wspólnym postrzeganiem rzeczywistości. Kiedyś było to dla twórców groźne, dzisiaj jest raczej śmieszne.

Traktuję więc ten list jako prywatny odruch pani Kamińskiej. Przy okazji sprostowania poniosło ją i postanowiła się podzielić swoimi gustami z Sukcesem. Redakcje są pełne komentarzy od czytelników wyrażających zachwyt albo ubolewanie. Ale dlaczego w takim razie pani Anna pisała na papierze urzędowym, z orłem. Może to szczególny syndrom „oddanej Anny” - mam świeżo w pamięci machinacje Anny Jaruckiej oskarżanej o wykradanie pieczątek.

Nie poniżałam w swoim felietonie prezydenta, nie szydziłam z jego rodziny. Zabawiłam się w psychoanalityka sugerując, że decyzje o przekazaniu finansów państwa w ręce kobiet ma swoje źródło w dzieciństwie Kaczyńskich – gdy kasą zajmowała się w ich domu matka. Ta psychoanalityczna wpadka (fachowcom przytrafiają się większe i groźniejsze w konsekwencjach) oraz kilka błędów korektorskich wystarczyło by wywołać epistolarną furię? Oczywiście można się wzajemnie obrzucać wyzwiskami: oni mi wytkną jeszcze raz „pseudointelektualny bełkot”, ja machnę „Szczytujące Niziołki”. Zamiast po gębie damy sobie po obeldze. I co z tego? Już i tak jest groteskowo.

Jeśli pisarz brzydko kłamie rozczarowani czytelnicy mogą go ukarać nie czytając i nie kupując jego książek. Polityk wciskający wyborcze iluzje, łgający podczas kadencji jest oszustem. Czy równie bezkarnym co artysta? Tu nie chodzi o rymy i metafory, ale o decyzje, którym będziemy się musieli podporządkować. Po wyborach nie mamy już żadnego wyboru. Ani żadnej kary.

Państwa, w których polityka wtrąca się do sztuki, zwłaszcza literatury, to kraje islamskie. Tam głos pisarza wydaje się ważny do tego stopnia, że niepoprawnych usuwa się spośród żywych. W naszej grotesce, na razie bezsilni urzędnicy prezydenta, sugerują, by usunąć felietonistę. Dyrektor Anna Kamińska kończy swój list z Kancelarii Prezydenta tymi słowami: „Zapisana w Konstytucji wolność słowa gwarantuje, że swoje wynurzenia mogą publikować „twórcy” tej miary co Manuela Gretkowska. Dziwi jednak fakt, że Sukces – pismo, które stara się zachować wysoki poziom otwiera swoje łamy na tego rodzaju publicystykę”.

Skoro ludzie prezydenta piszą o mnie jak o pisarzu w cudzysłowiu to może powinnam zacząć się podpisywać jako „Gretkowska”. Dla bezpieczeństwa państwa?

Manuela Gretkowska.


źródło: http://blogfm.blox.pl/2006/03/Dyskretny-gust-Kancelarii-Prezydenta.html

sobota, 25 marca 2006
Kaczyński dba o Państwo
PiS straszy PO wzięciem Leppera do rządu
- Jeżeli wyborów nie będzie w maju, to będą w 2009 roku - oświadczył wczoraj Jarosław Kaczyński. - Razem z wyborami do Parlamentu Europejskiego - dodał w rozmowie z "Gazetą" inny z liderów PiS.

Według niego Kaczyński wciąż ma nadzieję złamać opór PO przed skróceniem kadencji Sejmu. - Wypowiedź prezesa, że alternatywą są wybory za trzy lata, nie była przypadkowa - twierdzi nasz PiS-owski rozmówca. - Docierają do nas informacje, że związani z Platformą ludzie z rynków finansowych są przerażeni perspektywą długich rządów koalicji PiS - Samoobrona - PSL i wywierają presję na PO, by "coś z tym zrobiła". Mamy nadzieję, że Donald Tusk pod tą presją się ugnie, pójdzie na wyborczą konfrontację.

Wczoraj Kaczyński go ośmielał: - Nie zachęcamy PO do z góry przegranej batalii, sondaże wykazują przecież jej przewagę.

PiS ma w zanadrzu także inne argumenty. Jego politycy mówią dziennikarzom: - Nie będzie wyborów, zacznie się wojna na noże. Wyciągniemy wszystkie afery z udziałem działaczy PO.

Ale Tusk nie zmienia zdania: - Po raz pięćdziesiąty ósmy powtarzam - na majowe wybory nie ma zgody.

Kaczyński wykluczył z kolei proponowane przez Platformę wybory jesienne: - Jeśli ktoś myśli, że zaakceptujemy je po iluś tam jeszcze miesiącach wojny z nami, to się myli.

Lada dzień PiS uruchomi "społeczną kampanię" na rzecz skrócenia kadencji Sejmu. Ma nadzieję, że jeśli nawet nie złamie oporu PO, to zniechęci do Platformy część wyborców. Zmieni niekorzystne dla PiS tendencje. W sondażach popularności partia Tuska jest coraz częściej nr 1.

Kaczyński przyznaje, że alternatywą dla wyborów jest koalicja rządowa z Samoobroną i PSL. Zapewnia jednocześnie, że rozmowy o niej jeszcze się nie zaczęły.

Coraz więcej wiadomo jednak, co w takiej koalicji będzie możliwe, a co nie.

Po pierwsze - PiS pogodził się już, że Andrzej Lepper zostanie wicepremierem.

Po drugie - nalega na usunięcie z Samoobrony osób zamieszanych w afery i "mających zewnętrzne powiązania".

Po trzecie - Samoobronie i PSL mogą przypaść resorty rolnictwa, ochrony środowiska i "jakiś jeszcze" oraz kilka stanowisk wiceministrów.

Po czwarte - w koalicji rządowej znalazłoby się miejsce dla polityków LPR, "którzy rozstaliby się z Romanem Giertychem".

Donald Tusk uważa tymczasem, że rozpoczęta przez PiS debata o majowych wyborach jest jedynie kamuflażem. Ma przykryć wstydliwe małżeństwo PiS z Samoobroną. I pozwolić Kaczyńskiemu mówić: "nie chcieliśmy, nie chcieliśmy, ale musieliśmy".

- Właśnie konsumujemy ten związek - ironizował wczoraj Tusk. - Ja poza krawatami i opalenizną nie jestem już w stanie odróżnić Jarosława Kaczyńskiego od Andrzeja Leppera.

Kaczory dorwały się do władzy i kręcą. Dla kogo? Dla siebie samych, a nie dla narodu. Ja mam tego dosyć.....Spieprzam z kraju. Będę płacił podatki gdzie indziej

sobota, 18 marca 2006
Dobre przemówienia Tuska. part.1

1 i 2 punkt porządku dziennego:

1. Pierwsze czytanie poselskiego projektu uchwały w sprawie powołania komisji śledczej do zbadania prawidłowości i efektywności działania Prezesa Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Bankowego jako organów nadzoru bankowego oraz Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego w latach 1989-2006, a także Zarządu NBP i prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, oraz odpowiedzialności poszczególnych osób w ramach tych podmiotów za obecną strukturę systemu bankowego (druk nr 400).
2. Pierwsze czytanie poselskiego projektu uchwały w sprawie powołania Komisji Śledczej do zbadania działań ministrów odpowiedzialnych za decyzje dotyczące prywatyzacji i przejęć w sektorze bankowym oraz działań organów Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Bankowego w zakresie wydawania zezwoleń na przekształcenia kapitałowe w sektorze bankowym, w latach 1989-2006 (druk nr 401).


Poseł Donald Tusk:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Toczymy dzisiaj dyskusję z pozoru nad projektami ustaw o powołaniu komisji śledczych dotyczącej nadzoru bankowego. Dlaczego twierdzę, że ta dyskusja tylko z pozoru dotyczy tego tematu? Otóż każdy, kto z dobrą wolą przysłuchuje się i przygląda polskiej polityce, wystąpieniom polityków różnych partii w Sejmie, od kilku miesięcy widzi dokładnie, że tak naprawdę toczymy przez ten czas fundamentalny spór o istotę przemian w Polsce. Tak naprawdę toczy się spór, który dzisiaj ma swoją kolejną odsłonę, o to, co w Polsce po roku 1989, po odzyskaniu niepodległości udało się dobrze zrobić, a co źle, co jest prawdziwym źródłem udręki, a co jest prawdziwym źródłem satysfakcji wielu obywateli. Dzisiaj ze szczególną mocą objawia się zasadnicza różnica w ocenie tego, co w Polsce udało się zrobić wspólnymi siłami, w ocenie tego, co jest istotą przemiany PRL w Rzeczpospolitą Polską.

    Gdy w czasie licznych spotkań, a także na posiedzeniach Sejmu konfrontuję marzenia różnych ludzi, polityków, środowisk, o wolnej Polsce, o tym, jak ona miała wyglądać, dostrzegam coraz wyraźniej spór pomiędzy wizją reprezentowaną przez tak zwany pakt stabilizacyjny, a tą, jaką prezentuje konsekwentnie Platforma Obywatelska.

    Jak w ostatnich tygodniach, tak i dzisiaj debatujemy o tym, ile władztwa ma posiadać władza polityczna nad obywatelami. Dyskutujemy o tym, czy w roku 1989 ważne było to... Głęboko wierzę, że najważniejsze było to, że w roku 1989 udało się - chociaż pytanie, w jakim stopniu - wyrwać przestrzeń niezależną od dyktatu politycznego tej czy innej władzy. (Oklaski)

    Debatujemy dzisiaj, podobnie jak przez ostatnie lata, a szczególnie gorąco przez ostatnie miesiące, czy nie było głównym celem, głównym marzeniem ludzi pierwszej ˝Solidarności˝, aby w momencie odzyskania niepodległości zmienić ustrój, zmienić relacje między obywatelem a władzą, a nie tylko samą władzę. Tak naprawdę toczymy gruntowny spór o to, ile jeszcze w naszej rzeczywistości pozostało nie tylko deklaracji po komunizmie, ale także istoty tej władzy. I co stwierdzam dzisiaj, być może w kluczowym momencie tej debaty? Rozpoznaję w niej ludzi, którzy z dobrą lub złą wolą uczestniczyli w wieloletnim, czasami bardzo bolesnym, wymagającym odwagi procesie wyzwalania Polski z komunizmu. I dzisiaj ci ludzie tak naprawdę zaprzeczają głównym, podstawowym, fundamentalnym ideom pierwszej ˝Solidarności˝. (Oklaski)

    Przede wszystkim, co wydaje się dzisiaj najważniejsze i tak dotkliwe w odbiorze milionów Polaków, ludzie, którzy nosili na swoich sztandarach hasła solidarności i wolności, dzisiaj proponują władzę, która ma zlikwidować z takim trudem budowane przez 15 lat niezależne instytucje będące gwarancją wolności. Trzeba mieć albo złą wolę, albo zupełnie inną namiętność polityczną niż deklarowana, żeby nie dostrzegać bezpośredniego związku między wolnością i bezpieczeństwem obywateli a autentyczną niezależnością wielu instytucji i przestrzeni życia publicznego od władzy politycznej. (Oklaski)

    Dzisiaj jesteśmy świadkami - i takie jest moje przekonanie, nie mam zamiaru uprawiać tandetnej propagandy, ale przecież jest to nie tylko moje zdanie...

    (Poseł Maria Nowak: Ale taką pan uprawia.)

    ...ataku na kolejną niezależną instytucję, tak jak kilkanaście dni temu byliśmy świadkami ataku na niezależne media w Polsce. (Oklaski) Kilka miesięcy temu dokonano wyboru - i zrobiło to między innymi Prawo i Sprawiedliwość - komisarza, a nie samorządu terytorialnego. (Oklaski) Tak jak dzisiaj ludzie w Polsce, na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi, zastanawiają się, kiedy kolejnym celem ataków stanie się samorządność, jak przez wiele miesięcy była na przykład polska wolna przedsiębiorczość. Dlaczego o tym mówię? (Oklaski) Mogłoby się wydawać, że komisja śledcza w sprawie nadzoru bankowego nie ma wiele wspólnego z tą najbardziej fundamentalną istotą przemian w Polsce po roku 1989.

    Każdy, kto przez te 15 lat, korzystając z powoli narastającej wolności, wbrew ciągle funkcjonującym układom postkomunistycznym, wbrew często złej władzy, wbrew niesolidnej biurokracji, wyrywał tę przestrzeń swojej samodzielności i wolności... Tych ludzi, a są to miliony Polaków, dzisiaj władza, ku ich zaskoczeniu, rozpaczy i narastającej beznadziei, atakuje absolutnie bezlitośnie, bo te miliony Polaków chcą dzisiaj przede wszystkim bezpieczeństwa, stabilności i gwarancji dla wyników swojej pracy, dla wolności, a przede wszystkim szansy na swoje miejsca pracy. (Oklaski) Trzeba mieć naprawdę złą wolę albo być dramatycznie niekompetentnym, coraz bardziej podejrzewam, że jedno i drugie charakteryzuje dzisiaj rządzących Polską, żeby nie widzieć związku między tym powolnym, ale konsekwentnym wyrywaniem Polaków spod jarzma biurokracji, spod jarzma złej, zepsutej, skorumpowanej władzy, żeby nie widzieć związku między tym, co jest wolnością, uprawnieniem, przywilejem, zarobkiem po ciężkim wysiłku pracy każdego z Polaków a próbami odwrócenia tego procesu. Otóż mówię z pełną odpowiedzialnością: każdy polityk, każda partia polityczna, która 16 lat po odzyskaniu niepodległości Polski ponownie wyciąga ręce po uprawnienia, swobody, pieniądze Polaków, jest władzą, która jest zarażona bakcylem komunizmu. Niczym się nie różnią od poprzedników sprzed roku 1989. (Długotrwałe oklaski)

    Dużo słów padało dzisiaj, także w wystąpieniu mojej szanownej przedmówczyni, na temat tego, że nikt, a przynajmniej największy klub w parlamencie, PiS, nie ma zamiaru godzić w niezależność banku centralnego. Tak jak kilkanaście dni temu słyszeliśmy, po tej nagonce na dziennikarzy, że nikt z PiS nie ma zamiaru godzić w wolność i niezależność mediów. Tylko widać dzisiaj wyraźnie, tak jak było widać wyraźnie kilkanaście dni temu i kilka miesięcy temu, że niezależność banku centralnego, wolność i niezależność mediów, ba, na końcu powiem wprost, wolność i niezależność Polaków, musi mieć takie granice, jakie wy wytyczacie. Otóż bank centralny może być niezależny tak długo, jak długo nie ma innego zdania niż władza wykonawcza. Wolne media mogą być niezależne i wolne tak długo, dopóki nie krytykują władzy. Istota problemu polega na tym, że to, co udaje nam się wspólnie, też dzięki i waszemu wysiłkowi przez te 15 lat, to, co udało nam się budować jako instytucje i przestrzenie właśnie niezależne od władzy, to, co gwarantowało coraz większą wolność, swobodę i satysfakcję z życia, szczęście ludzi w Polsce, to wszystko dzisiaj przekreślacie przesadną ambicją, pychą, ludźmi, którzy... Staliście się ludźmi, którzy ku mojemu zdziwieniu, wtedy, kiedy dostali władzę, nagle zapominają o całym tym dziedzictwie i jedno wiecie na pewno, to, że wszystko musi być pod waszą kontrolą. To jest istota dzisiejszej debaty - chorobliwa potrzeba kontrolowania wszystkiego i wszystkich. (Oklaski) Wiem, że na tej sali, szczególnie po prawej stronie, jest wielu wielbicieli talentów i determinacji pani Margaret Thatcher. Miałem okazję rozmawiać, m.in. z posłankami i posłami Prawa i Sprawiedliwości, lata temu i stosunkowo niedawno o tym, jak bardzo wierzymy, użyję jeszcze ciągle czasu teraźniejszego, jak bardzo wierzymy w pewien sposób myślenia o ładzie ustrojowym, który zbudował potęgę wolnej gospodarki Wielkiej Brytanii, ustroju, którym szczyci się dzisiaj cały cywilizowany świat, ustroju, który stał się fundamentem odbudowy potęgi Wielkiej Brytanii, tam gdzie dzisiaj Polacy szukają pracy. Wiem, że w czasie tych rozmów podzielaliście także mój pogląd, iż jest kilka prostych, zasadniczych prawd, których nie może przekreślić ambicja polityczna ludzi, którzy mają alergię na niezależność innych ludzi i instytucji i obsesję panowania nad wszystkim. Ona będąc w Senacie, tu, w Polsce, powiedziała - to będą bardzo krótkie cytaty -m.in. w krótkim fragmencie zatytułowanym ˝Kapitalizm i demokracja˝, że bezpieczeństwo jest jednym z niezbędnych warunków demokracji, drugim jest oparcie gospodarki dla wolnej przedsiębiorczości. I chwilę później powiedziała, że kapitalizm może funkcjonować wyłącznie wtedy, gdy istnieją silne rządy prawa dotyczące bez wyjątku wszystkich, a więc także tych sprawujących władzę. (Oklaski) I tu będziecie klaskać - ale wtedy, kiedy powiemy wam, a będziemy wam to mówili codziennie, i będziemy wam przypominali, o czym chętnie zapominacie, to wy sprawujecie władzę i to dla was pęta...

    (Poseł Jarosław Kaczyński: To jest nadużycie, panie pośle.)

    ...jakie zakłada prawo, to dla was ograniczenia, które wynikają z samej istoty demokracji i wolności obywatelskich stają się dzisiaj balastem i ciężarem. To wy w ciągu kilku miesięcy zapomnieliście o tym, że celem dobrej polityki, celem dobrego i skutecznego prawa nie jest ograniczanie obywateli i niezależnych instytucji przez władzę wykonawczą i polityczną, a dokładnie odwrotnie. (Oklaski) To wy zaprzeczacie podstawowej idei, o którą walczyliśmy razem.

    (Poseł Jarosław Kaczyński: To jest jedno wielkie pomówienie.)

    A pani Margaret Thatcher powiedziała jeszcze jedno zdanie, i to dedykuję także państwu, którzy dzisiaj sprawują władzę, kapitalizm, po to, aby funkcjonował, nade wszystko potrzebuje zaufania, a zaufanie to może powstać jedynie przez sprawiedliwe działanie prawa.

    I też pewnie wszyscy podpisalibyśmy się pod tymi słowami, tylko że z podpisu nie wynika praktyka rządzenia. Zatrzymam się chwilę nad słowem ˝bezpieczeństwo˝, bo ono wbrew pozorom jest dzisiaj w tej debacie nie o panu prezesie Balcerowiczu, ale o złotówkach polskich podatników, bo o tym rozmawiamy, to słowo ˝bezpieczeństwo˝ jest słowem kluczem. Otóż słyszeliśmy w wielu wystąpieniach z tej mównicy, także w tych najbardziej głośnych, pełne emfazy słowa o tym, jak bardzo potrzebna jest Polsce stabilizacja. Ba, czołowi politycy partii rządzących założyli nawet, o paradoksie, pakt, który nazwali paktem stabilizacji. I po powstaniu paktu stabilizacji mamy wojny, wojny, wojny, kłótnie, awantury, poczucie narastającej beznadziei i już kompletnej dyskredytacji w oczach opinii publicznej każdej władzy, każdej polityki, całego życia publicznego. Jeśli chcecie naprawdę także przy okazji tej debaty przekonać Polaków do tego, że jest sens pozostać tutaj, w Polsce, żyć dla Polski, to musicie przede wszystkim odbudowywać dzień po dniu z trudem, wiem, że to trudne, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. A wy oferujecie dzisiaj Polakom nieustanną awanturę, wojnę wszystkich ze wszystkimi. Intuicja mi w dodatku podpowiada, że za chwilę zobaczymy dalszy ciąg tej wojny i ciągłej awantury. I co gorsze, intuicja mi podpowiada, że będziecie mieli wyjątkową satysfakcję, że dzisiejszy dzień i jutrzejszy dzień skończy się kolejną piekielną awanturą wszystkich ze wszystkimi.

    Chciałbym was spytać, tych, którzy rządzą, pytam głównie tę stronę, bo to największy klub, ale trochę i Samoobronę, jeden z elementów paktu stabilizacji, chciałbym was dzisiaj spytać, czy jesteście pewni, że bez zaufania, bez nieustannego dawania nadziei i poczucia bezpieczeństwa Polakom można naprawdę doprowadzić do dobrej zmiany w Polsce. Kiedyś, jeszcze przed wyborami, w dyskusji z jednym z najważniejszych dzisiaj polskich polityków mówiłem z przekonaniem, to przekonanie zyskuje dzisiaj kolejne potwierdzenie, kolejne fundamenty, że dla dobrej, prawdziwej zmiany najgroźniejszym wrogiem jest przesadny radykalizm, jest awanturnictwo, że największym problemem polskiej polityki dzisiaj są politycy, którzy czy przez brak kwalifikacji, czy przez przesadny temperament, czy przez złą wolę, a może przez chęć ukrycia czegoś - pewnie każdy ma inną motywację czy intencje - mają usta pełne okrzyków, wprowadzają absolutnie rewolucyjny zamęt, przez kilka tygodni nawet wielu Polaków dawało się oszukiwać czy zwodzić tym nieustannym okrzykom, że potrzebna jest zmiana i potrzebny porządek. Zmiana i porządek. A dzisiaj mamy co? Kompletny brak zmiany tam, gdzie jest to potrzebne, i kompletny bałagan tam, gdzie można było walczyć o prawdziwą stabilizację. (Oklaski)

    (Poseł Jarosław Kaczyński: Pułkownik Lesiak się kłania.)

    Ja nie wykluczam, że wygracie kilka wojen. Widzę tu zresztą naprawdę uzdolnionych rycerzy do prowadzenia wojen, takich, które na pewno usatysfakcjonują tych najbardziej ambitnych polityków Prawa i Sprawiedliwości i Samoobrony. Na pewno będziecie mieli państwo satysfakcję, tylko że Polskę doprowadzacie do tego... (Poruszenie na sali) doprowadzacie Polskę do tego momentu, w którym wszyscy już mówią i zastanawiają się, czy milion ludzi, czy więcej ludzi wyjedzie z Polski. O tym... (Oklaski) Nad tym się zastanówcie.

źródło

Dobre przemówienia Tuska. part.2

1 i 2 punkt porządku dziennego:

1. Pierwsze czytanie poselskiego projektu uchwały w sprawie powołania komisji śledczej do zbadania prawidłowości i efektywności działania Prezesa Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Bankowego jako organów nadzoru bankowego oraz Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego w latach 1989-2006, a także Zarządu NBP i prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, oraz odpowiedzialności poszczególnych osób w ramach tych podmiotów za obecną strukturę systemu bankowego (druk nr 400).
2. Pierwsze czytanie poselskiego projektu uchwały w sprawie powołania Komisji Śledczej do zbadania działań ministrów odpowiedzialnych za decyzje dotyczące prywatyzacji i przejęć w sektorze bankowym oraz działań organów Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Bankowego w zakresie wydawania zezwoleń na przekształcenia kapitałowe w sektorze bankowym, w latach 1989-2006 (druk nr 401).


Poseł Donald Tusk:

Kiedy rozmawiamy dzisiaj o nadzorze bankowym i o tym, co się stało z polskimi bankami - bo przecież to jest niby merytoryczny temat tej dyskusji nad wnioskami o komisję śledczą - to dlaczego przez jeden moment nie pomyślicie w tej zawziętości politycznej, w tym ataku raczej na to, co dobrego stało się w Polsce, o setkach tysięcy ludzi w Polsce, dla których kluczowym problemem nie jest ambicja Andrzeja Leppera, Jarosława Kaczyńskiego czy dobre wystąpienie Tuska? To kompletnie ich nie obchodzi.

(Głos z sali: Jakie dobre?)

Albo złe - albo złe; nie ma znaczenia. Ale to ich naprawdę nie interesuje. Ich interesuje bezpieczeństwo ich oszczędności, bezpieczeństwo ich kredytów, które wy narażacie każdym swoim niemądrym słowem. (Burzliwe oklaski)

Dla własnej nieposkromionej pychy politycznej jesteście gotowi narazić na szwank nie tylko poczucie bezpieczeństwa, poczucie stabilności, ale najzwyczajniej w świecie pieniądze zwykłych ludzi, bo to oni dzisiaj boją się politycznych awanturników, którzy każdego dnia wytaczają wojnę, a na końcu, w tym szale, aby ogarnąć wszystko, w tej namiętności, aby kontrolować i panować nad wszystkim, pomyśleli i realizują dzisiaj naprawdę diaboliczny pomysł, żeby położyć łapę także na pieniądzach ludzi. (Oklaski) Bo przecież wy tak naprawdę chcecie położyć swoją rękę na pieniądzach ludzi, i to milionów ludzi, nie tysięcy, milionów ludzi, którzy dzisiaj, niezależnie od tego, jak to oceniacie, mają poczucie, jeszcze mają poczucie, elementarnej stabilności.

Wiecie, kiedy kończy się szansa na dobrą gospodarkę? Wiecie, kiedy naprawdę skończy się ten ślad już ledwie nadziei na to, że młodzi ludzie znajdą tu pracę? Kiedy ludzie zrozumieją, a zrozumieją lada dzień, że ich wysiłek jest marnowany przez awanturniczych polityków. (Oklaski) Wiecie, kiedy się stanie naprawdę dramat? Dramat się stanie wtedy, kiedy tę kolejną wojenkę wygracie i będziecie mieli jałową satysfakcję. Może wygracie tę wojenkę, tylko że miliony ludzi stracą na waszej wojence. Jak zobaczycie setki ludzi stojących pod bankami, to może coś dotrze do waszych głów. (Burzliwe oklaski)

Pamiętacie, siedzieliśmy mniej więcej w podobnych miejscach, kiedy czołowa postać paktu stabilizacyjnego pan Andrzej Lepper wraz ze swoją partią - pamiętam, prezes PiS-u miał wówczas dość sceptyczny stosunek do pana Andrzeja Leppera, do korzeni tej partii, do źródeł jej finansowania, do prawdziwych animatorów tej partii, o czym będziemy jeszcze głośno nieraz przypominać i mówić - kiedy więc Andrzej Lepper występował na tej mównicy i codziennie, i na każdym spotkaniu publicznym, i w czasie każdego wystąpienia tu, w Sejmie, zawsze kwitował swoje wystąpienie kwintesencją swojej myśli ekonomicznej: ˝Balcerowicz musi odejść˝...

(Głos z sali: Brawo!)

...to wtedy pan, panie prezesie, pańskie koleżanki i koledzy reagowali dokładnie tak samo, jak Platforma Obywatelska - identycznie, bez wyjątku. I chciałbym dzisiaj powiedzieć coś, i możecie uważać, że to jest retoryczna figura, że dokuczam wam, a ja wam powiem, że mówię to z autentycznym przejęciem. I wierzcie mi, z takim samym przejęciem oceniają to także wasi wyborcy i nasi wyborcy, miliony Polaków. Otóż nie ma już Prawa i Sprawiedliwości.

(Głos z sali: Co?!)

Wiecie, kogo widzę w tym pierwszym rzędzie? Andrzeja Leppera. (Oklaski) Nie ma tutaj Andrzeja Leppera. (Burzliwe oklaski) Wiecie, dlaczego... (Burzliwe oklaski)

(Poseł Beata Mazurek: Panie Tusk, to nie kampania wyborcza.)

I wiecie państwo, dlaczego Andrzej Lepper nie musi dzisiaj pilnować tej Izby i paktu stabilizacyjnego? Wiecie państwo dlaczego? Bo dzisiaj okrzyk ˝Balcerowicz musi odejść˝ wznosi Jarosław Kaczyński. To po co ma się Andrzej Lepper męczyć? Ma wykonawcę swojego projektu gospodarczego. (Oklaski)

Myślicie, że wygraliście batalię polityczną, bo, jak nieraz to demonstrowaliście publicznie, wzięliście pod but swoich koalicjantów. Cieszycie się, słysząc dowcipy o PiS-ie i przystawkach. Tylko że prawda o przystawkach jest zupełnie inna. To nie jest sztuka wziąć kogoś za gardło w polityce tylko po to, żeby realizować jego projekt, jego program. Przejdziecie do historii, jeśli nie otrzeźwiejecie, jako wykonawcy woli i pomysłów Andrzeja Leppera. I to jest prawdziwy dramat. To jest prawdziwy dramat nie tylko tej sali, nie tylko wyborców PiS-u, ale to może być naprawdę także dramat Polski. (Oklaski)

Chciałbym jeszcze powiedzieć coś ku przestrodze, bo oczywiście skorzystacie państwo z tej bardzo wulgarnej wersji demokracji, jaką jest korzystanie zawsze, bezwzględnie zawsze z przewagi głosów. Otóż dziś lub jutro przegłosujecie państwo przy pomocy paktu stabilizacyjnego jakąś wersję sądu nad Balcerowiczem, nad piętnastoleciem, nad bankami. Tak jest, dysponujecie większością, macie do tego demokratyczne prawo.

(Głos z sali: Rozliczymy.)

Dzisiaj proponujecie debatę nad nadzorem bankowym, ponieważ nie chcieliście się zgodzić, odrzuciliście z wielką determinacją propozycję Platformy Obywatelskiej, aby zbadać problem śledzenia, szantażowania dziennikarzy, o czym donosiły wolne jeszcze póki co media. (Oklaski)

(Poseł Jolanta Szczypińska: Co to ma do rzeczy?)

Ale chciałbym wam powiedzieć i przypomnę wam kiedyś te słowa: W imieniu Platformy, ale też opinii publicznej te pytania, które chcieliśmy wam zadać, i tak zadamy. Nie dziś, to jutro. Możecie wytoczyć jeszcze 8 armat, możecie jeszcze z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem powołać 56 komisji do badania wszystkiego i niczego, ale my do problemu inwigilacji dziennikarzy przez władze - bo to jest najgłębszy cios w nasz wspólny wysiłek sprzed 20-25 lat - do tego tematu wrócimy i te pytania zadamy. Wiecie dlaczego? Bo są niewygodne dla władzy. Nam się nie chce z tej mównicy sejmowej zadawać pytań wygodnych dla władzy. Macie wystarczająco dużo sojuszników, którzy zadają wam wygodne pytania. Ale ten czas też się skończy. I wtedy niewygodne pytania także padną. Dziękuję bardzo. (Burzliwe oklaski)

źródło