Tu podaj tekst alternatywny
eXTReMe Tracker
czwartek, 24 sierpnia 2006
Muppet Sejm

Muppet Sejm1 Muppet Sejm2
sobota, 08 lipca 2006
Ein Volk, Ein Reich, Zwei Kaczoren
jak zwykle szkoda słów.WSTYD mi za tych co robia burdel z Polski, żal mi tych co takich debili wybrali

czwartek, 06 kwietnia 2006
Koniec zamieszania w sprawie UniCredito
Wojna o bankową fuzję zakończona

Najpierw rząd, a kilka godzin później Komisja Nadzoru Bankowego dały UniCredito zielone światło na połączenie Pekao i BPH.

Trzytygodniowe negocjacje z włoską delegacją Mariny Natale ekipa wiceministra skarbu Pawła Szałamachy zakończyła porozumieniem w ostatniej chwili. Premierowi zależało, by zawrzeć ugodę przed środowym posiedzeniem Komisji Nadzoru Bankowego, ale jeszcze we wtorek wydawało się to mało prawdopodobne.

Gorączkowe ustalenia trwały cały poniedziałek, we wtorek i do późnych godzin nocnych już w środę. - Do godziny 20. we wtorek w rozmowach brali udział szefowie negocjatorów, później zastąpiły ich zespoły prawników, które skończyły obrady długo po północy - relacjonuje nam osoba zbliżona do negocjacji.

Wstępny projekt ugody był już gotowy tydzień temu, jednak negocjacje długo nie przynosiły sukcesu. - Włosi grają na czas - mówili stronnicy rządu. - Polska strona dopisuje do projektu ugody nowe postanowienia - skarżyli się Włosi. Jednak w środę rano negocjatorzy podali sobie ręce na zgodę.

Na zorganizowanej naprędce konferencji prasowej obie strony nie ukrywały zadowolenia. - To porozumienie, które jest dobre dla Polski, naszych klientów i pracowników oraz samego UniCredito - powiedział prezes włoskiej grupy Alessandro Profumo, który przyleciał do Polski w środę rano, specjalnie na parafowanie umowy.

- Osiągnęliśmy nasze cele, a i druga strona jest zadowolona. Jaki z tego wniosek? W Polsce warto inwestować - dodał premier Kazimierz Marcinkiewicz, który niemal przez całą uroczystość parafowania umowy uśmiechał się od ucha do ucha, podobnie jak towarzysząca mu wicepremier Zyta Gilowska.

Ustępstwa, na które zgodziło się UniCredito, są zdaniem analityków niewielkie. Włosi muszą sprzedać 200 placówek BPH wraz z marką banku. - I tak planowali sprzedaż części oddziałów, które pokrywają się z siecią Pekao - mówi Adam Ruciński z kancelarii audytorskiej Ruciński i Wspólnicy.

Nie potwierdziły się informacje, że rząd chce, by Włosi oddali BPH w ręce polskiego inwestora, np. twórcy Getin Banku Leszka Czarneckiego. - W ogóle nie było na ten temat rozmowy - ujawnił "Gazecie" wiceminister Paweł Szałamacha.

Wcześniej Włosi sugerowali, że w zamian za zgodę na fuzję mogliby oddać "wielkiemu Pekao" nadzór nad inwestycjami UniCredito w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Pojawiła się też nieoficjalna oferta, by "w rozliczeniu" za rządowe zielone światło państwowy PKO BP kupił od UniCredito jego bank w Chorwacji. Żadnego z tych warunków nie ma jednak w ugodzie.

W czyje ręce trafi "odchudzony" BPH? - To będzie przejrzysty proces, rodzaj międzynarodowej aukcji - powiedział prezes Profumo. - Wielkie banki nieobecne jeszcze w Polsce ustawią się w kolejce, by kupić markę i placówki BPH - dodał premier Marcinkiewicz.

Pracownicy obu banków otrzymali dwuletnie gwarancje zatrudnienia. Wcześniej Włosi szacowali, że pracę może stracić nawet 6 tys. osób.

Analitycy i bankowcy cieszą się, że spór nie skończył się w sądzie. - To całe zamieszanie psuło wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. Zawsze lepiej się dogadać, niż chodzić po sądach - powiedział Reutersowi zarządzający w TFI Skarbiec Konrad Łapiński.

Z ugody ucieszył się wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Jerzy Pruski. - Można tylko ubolewać, że do takich rozmów nie doszło wcześniej - powiedział.

Spór o fuzję dobiegł końca, ale Bruksela nie wycofuje zarzutów o łamanie przez Polskę prawa konkurencji i swobody przepływu kapitału na unijnym rynku. - Porozumienie nie kończy naszego postępowania - mówili po południu przedstawiciele Komisji Europejskiej.

Z kolei rząd - jak ujawnił nam wiceminister Szałamacha - nie zamierza wycofywać z Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zarzutów przeciwko Komisji o nierzetelność i błędy przy wydawaniu przez nią zgody na fuzję.

Wieczorem Komisja Nadzoru Bankowego, której przewodniczy prezes NBP Leszek Balcerowicz, zgodziła się na fuzję banków.

źródło
Eksperci: to pyrrusowe zwycięstwo rządu

Bogusław Grabowski

Dla rządu to pyrrusowe zwycięstwo. Udowodnił swojemu elektoratowi, że jest "twardy" w walce o polskość w sektorze bankowym. Ekonomicznie nie osiągnął nic. Zmusił UniCredito do podpisania porozumienia. Włosi się zgodzili dla świętego spokoju. W zamian dali bardzo niewiele. Markę banku - która i tak by znikła. I oddziały, z których i tak część trzeba byłoby sprzedać lub zamknąć. Nabywca placówek i marki BPH musi pamiętać o jednym - klientów nie ma w bilansie bankowym. Głosują nogami i przechodzą tam, gdzie jest im wygodniej. A co to za problem, aby Włosi zaproponowali klientom z oddziałów, które teraz się duplikują, pozostanie u nich?

Robert Gwiazdowski

Rząd osiągnął cudowny efekt PR-owski. Pokazał UniCredito, kto tu rządzi. Że jak mocno tupnie nogą, to muszą się go słuchać. Efektu ekonomicznego to porozumienie nie ma żadnego. Ani dla banków, ani dla klientów.

Witold Orłowski

W sensie techniczno-negocjacyjnym starcie wygrał rząd. Zmusił UniCredito do podjęcia negocjacji. A sam układ? Nie jest znaczącym ustępstwem ze strony UniCredito. Bez wątpienia sukcesem rządu jest za to utrzymanie zatrudnienia w bankach przez najbliższe dwa lata. Tylko co później, kiedy skończy się ta gwarancja? Może zamiast targować się z UniCredito o sprzedaż części placówek, należało walczyć o konkretne inwestycje w naszym kraju, tak aby stworzyć nowe miejsca pracy.

źródło

No i co zyskał rząd? Opinie destablizatora? Jeżeli na tym im zależy to dziękuje im bardzo. W Polsce warto inwestować? A któż może wiedzieć co strzeli do łba ministrow. Wiadomo ze może być rożnie i rząd Marcinkiewicza udowodnil to nie raz


sobota, 25 marca 2006
Kaczyński dba o Państwo
PiS straszy PO wzięciem Leppera do rządu
- Jeżeli wyborów nie będzie w maju, to będą w 2009 roku - oświadczył wczoraj Jarosław Kaczyński. - Razem z wyborami do Parlamentu Europejskiego - dodał w rozmowie z "Gazetą" inny z liderów PiS.

Według niego Kaczyński wciąż ma nadzieję złamać opór PO przed skróceniem kadencji Sejmu. - Wypowiedź prezesa, że alternatywą są wybory za trzy lata, nie była przypadkowa - twierdzi nasz PiS-owski rozmówca. - Docierają do nas informacje, że związani z Platformą ludzie z rynków finansowych są przerażeni perspektywą długich rządów koalicji PiS - Samoobrona - PSL i wywierają presję na PO, by "coś z tym zrobiła". Mamy nadzieję, że Donald Tusk pod tą presją się ugnie, pójdzie na wyborczą konfrontację.

Wczoraj Kaczyński go ośmielał: - Nie zachęcamy PO do z góry przegranej batalii, sondaże wykazują przecież jej przewagę.

PiS ma w zanadrzu także inne argumenty. Jego politycy mówią dziennikarzom: - Nie będzie wyborów, zacznie się wojna na noże. Wyciągniemy wszystkie afery z udziałem działaczy PO.

Ale Tusk nie zmienia zdania: - Po raz pięćdziesiąty ósmy powtarzam - na majowe wybory nie ma zgody.

Kaczyński wykluczył z kolei proponowane przez Platformę wybory jesienne: - Jeśli ktoś myśli, że zaakceptujemy je po iluś tam jeszcze miesiącach wojny z nami, to się myli.

Lada dzień PiS uruchomi "społeczną kampanię" na rzecz skrócenia kadencji Sejmu. Ma nadzieję, że jeśli nawet nie złamie oporu PO, to zniechęci do Platformy część wyborców. Zmieni niekorzystne dla PiS tendencje. W sondażach popularności partia Tuska jest coraz częściej nr 1.

Kaczyński przyznaje, że alternatywą dla wyborów jest koalicja rządowa z Samoobroną i PSL. Zapewnia jednocześnie, że rozmowy o niej jeszcze się nie zaczęły.

Coraz więcej wiadomo jednak, co w takiej koalicji będzie możliwe, a co nie.

Po pierwsze - PiS pogodził się już, że Andrzej Lepper zostanie wicepremierem.

Po drugie - nalega na usunięcie z Samoobrony osób zamieszanych w afery i "mających zewnętrzne powiązania".

Po trzecie - Samoobronie i PSL mogą przypaść resorty rolnictwa, ochrony środowiska i "jakiś jeszcze" oraz kilka stanowisk wiceministrów.

Po czwarte - w koalicji rządowej znalazłoby się miejsce dla polityków LPR, "którzy rozstaliby się z Romanem Giertychem".

Donald Tusk uważa tymczasem, że rozpoczęta przez PiS debata o majowych wyborach jest jedynie kamuflażem. Ma przykryć wstydliwe małżeństwo PiS z Samoobroną. I pozwolić Kaczyńskiemu mówić: "nie chcieliśmy, nie chcieliśmy, ale musieliśmy".

- Właśnie konsumujemy ten związek - ironizował wczoraj Tusk. - Ja poza krawatami i opalenizną nie jestem już w stanie odróżnić Jarosława Kaczyńskiego od Andrzeja Leppera.

Kaczory dorwały się do władzy i kręcą. Dla kogo? Dla siebie samych, a nie dla narodu. Ja mam tego dosyć.....Spieprzam z kraju. Będę płacił podatki gdzie indziej

sobota, 11 marca 2006
Hucpy ciąg dalszy...........
Nadzór ma uwzględniać stabilność i bezpieczeństwo sektora bankowego, a nie mgliste kryteria interesu narodowego definiowanego przez różne osoby - mówił w piątek w Sejmie Leszek Balcerowicz

Piątkową debatę, w czasie której Leszek Balcerowicz wyjaśniał, dlaczego wykluczył z posiedzenia Komisji Nadzoru Bankowego wiceministra finansów Cezarego Mecha, poprowadził lider Samoobrony. To on od lat uparcie powtarza: "Balcerowicz musi odejść".

KNB rozpatrywała wniosek włoskiego banku UniCredito (właściciel Pekao) o przejęcie banku BPH. Rząd się temu sprzeciwia, ale w Komisji ma tylko trzech na siedmiu członków. W środę, przewodniczący KNB Balcerowicz uznał, że wiceminister Mech może być stronniczy i wykluczył go z obrad. Nie dopuścił też Ministerstwa Skarbu jako strony w sporze.

Wybuchła awantura polityczna, LPR zażądał postawienia Balcerowicza przed Trybunałem Stanu. W piątek doszło do apogeum.

Rano wprowadzono do porządku obrad Sejmu debatę o zatargu w KNB. Prawica chciała zdążyć przed kolejnym posiedzeniem Komisji planowanym na środę.

Debata miała zacząć się o 13., ale stale ją przesuwano. Tuż po 15. zniecierpliwiony Balcerowicz zwołał konferencję prasową. - Włączenie do porządku obrad informacji rządu o działaniu niezależnego organu państwowego, jakim jest KNB, to groteska. Coś takiego nie zdarzyło się jeszcze w III RP - oświadczył.

I powtórzył swą argumentację za wykluczeniem wiceministra Mecha: - Przyjechałem tu, choć nie musiałem, by wyjaśnić swoje stanowisko opinii publicznej. Niezależny urzędnik musi być bezstronnym sędzią. Wyobraźmy sobie sędziego, który przed rozprawą opowiada, jaki ogłosi wyrok.

Ok. 16.30 debata wreszcie się zaczęła. W imieniu rządu wydarzenia w KNB przedstawiła wiceminister finansów Zyta Gilowska. - Przewodniczący nie jest zwierzchnikiem innych członków komisji. I nie może kształtować jej składu - przekonywała.

Na mównicę wszedł zdenerwowany Balcerowicz. Dowodził, że przedstawiciele rządu czy prezydenta w KNB nie mogą tam reprezentować własnych czy partyjnych interesów: - Czas układów partyjno-rządowych i koleżeńskich już się skończył. Żaden człowiek z żadnego układu nie może stać ponad prawem.

Z ław prawicy co chwilę słychać było buczenie. - Dla ciebie w ogóle nie istnieje interes narodowy! - krzyczeli posłowie LPR. Uciszać próbował wicemarszałek Lepper. Ale strofował też Balcerowicza: - Panie prezesie, jest pan nadwrażliwy.

- Mamy różne wrażliwości - odgryzł się szef NBP.

O głos poprosił premier. - Słowa o układzie koleżeńskim, czy partyjno-rządowym nie powinny tu paść - oświadczył. I zapowiedział: - Doprowadzimy tę sprawę do końca, zgodnie z prawem.

Artur Zawisza (PiS) ostro zaatakował Balcerowicza i PO: - Czy wykluczając przedstawiciela Ministerstwa Finansów, prezes Balcerowicz działał w imieniu "partii Polski", czy "partii zagranicy"? Jaką rolę w tej sprawie pełni Jan Krzysztof Bielecki, prezes Pekao, szara eminencja PO?

Roman Giertych (LPR) mówił, że Balcerowicz to symbol "układów, które w III RP funkcjonowały" i "walki o interesy obcego kapitału w Polsce".

Oburzona Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) wołała: - Zapytam wprost: chcecie mieć jeszcze jeden bank? Czy zamierzacie zagarnąć oszczędności Polaków? Nie rozumiecie ani demokracji, ani wolnego rynku, ani - nie boję się tego powiedzieć - liberalnej gospodarki. Takiej jak w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie jest 5 proc. bezrobocia i gdzie nasi obywatele muszą jechać po pracę.

Emocje sięgnęły zenitu, gdy do ataku ruszył Lepper: - Doczekałem wreszcie czasu, kiedy prowadząc obrady Sejmu słuchałem, jak przed wysoką izbą tłumaczy się prezes Balcerowicz. Takiej buty i arogancji dawno nie widziałem.

Giertych zażądał dodatkowego posiedzenia Sejmu w przyszłym tygodniu, by zapobiec zatwierdzeniu pierwszego etapu fuzji bankowej przez KNB. Pod wnioskiem o postawienie Balcerowicza przed Trybunałem Liga nie zebrała jeszcze wymaganych 115 podpisów posłów. Giertych apeluje o poparcie do PiS. - Nie wiemy jeszcze, czy poprzemy wniosek - oświadczył poseł Zawisza.
przedruk z GW

Oto Polska PiSu. Oto IV Rzeczpospolita braci Kaczynskich. Chcieliście to macie. Wybraliście debili to mcie debili. Ja stąd wyjeżdzam...........
wtorek, 07 lutego 2006
Minister wozi Rydzyka
Minister Krzysztof Jurgiel, w miarę swoich możliwości, zawsze stara się pomagać ludziom w potrzebie i taką decyzję podjął w tym przypadku" - oświadczenie tej treści pojawiło się na stronach Ministerstwa Rolnictwa."Jednocześnie minister wystąpił o obciążenie go kosztami transportu za całą trasę opisaną w artykule".


Premier przeprosił za zachowanie ministra. Powiedział, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy.
Dziennikarze "Faktu" przeprowadzili prowokację. Gazeta sprawdziła, jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja. Zamówiła dla niego limuzynę w resorcie rolnictwa. Minister Krzysztof Jurgiel błyskawicznie spełnił życzenie.

Osobiście wysłał rządowy samochód dla księdza Rydzyka.

Co może ksiądz Tadeusz? Czy plotki o jego wpływach na władzę były tylko plotkami? "Fakt" postanowili sprawdzić. Dziennikarze biją się w piersi - użyli podstępu.

Reporter ""Faktu" podszył się pod asystenta ojca Rydzyka. Spod jednego z warszawskich banków zadzwonił do sekretariatu ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Wybór nie był przypadkowy. Jurgiel jest częstym gościem audycji Radia Maryja.

Dziennikarz "Faktu" zatelefonował do sekretariatu ministra. Pilna sprawa. Zepsuł się samochód księdza Rydzyka, trzeba mu szybko podstawić rządową limuzynę.

Reakcja ministra Jurgiela przekracza najśmielsze oczekiwania. Minister osobiście wybiera samochód i wysyła wraz z kierowcą pod bank. Natychmiast!

Na hasło "Ojciec Dyrektor" szef resortu zrobił z ministerstwa radio taxi. Jak do tego doszło opisują w "Fakcie" dziennikarze tej gazety Piotr Chęciński i Marcin Kowalczyk.

żródło: http://wiadomosci.onet.pl/1256095,11,item.html




No i co Państwo na to? Minister gotowy do wożenia świętej krowy? Dlaczego? Bo mu sie dyspozycyjność opłaca. Minister powinien ustąpić, ale cóż w naszym kaczym państwie takie zdarzenia są normalne
poniedziałek, 05 grudnia 2005
Kabaret pt. "TANIE PAŃSTWO TRWA"

PiS zwiększa zatrudnienie w administracji

"Życie Warszawy": PiS rozpoczęło rządzenie od rozdmuchania administracji - zwiększy zatrudnienie i pulę na wynagrodzenia. To zaprzeczenie jednego z fundamentów wyborczych partii - programu Tanie Państwo.

Na budżetowym wikcie ma w 2006 r. pracować 379 278 osób - wynika z autopoprawki do budżetu na 2006 r., jaką przygotował rząd Kazimierza Marcinkiewicza. To o 415 osób więcej, niż przewidywał poprzedni premier Marek Belka.
Państwo ma też więcej wydać na wynagrodzenia dla swoich urzędników i funkcjonariuszy - o 66 mln zł (w sumie pensje pochłoną ok. 17,6 mld zł). Nowe etaty przewidziano głównie w zapowiadanym przez PiS Urzędzie Antykorupcyjnym oraz w nowym Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Więcej ludzi na budżetowym garnuszku to dokładnie odwrotność tego, co PiS zapowiadało w kampanii wyborczej, podkreśla "Życie Warszawy". Szeroko reklamowany program Tanie Państwo zakładał redukcję zatrudnienia w administracji państwowej o 20 proc. Miało to przynosić minimum 1,1 mld zł oszczędności rocznie. Przebudowa aparatu skarbowego miała dać kolejne 400 mln zł oszczędności na wynagrodzeniach.
Rządowi PiS kiepsko idzie także realizacja pozostałych elementów programu Tanie Państwo, pisze gazeta. Aż dwa miliardy złotych oszczędności miała przynieść likwidacja tzw. środków specjalnych gromadzonych na kontach różnych ministerstw. Problem w tym, że od początku 2005 r. tych środków już nie ma, zostały wchłonięte przez budżet i obecnie bardzo trudno je stamtąd wyłuskać. Kolejne 1,5 mld zł PiS planowało uzyskać dzięki oszczędności na wydatkach administracji centralnej i samorządowej (telefony, samochody, biura itp) oraz likwidacji lub połączeniu zbędnych agencji, funduszy celowych.
W złożonej przez premiera autopoprawce do budżetu "Życie Warszawy" doliczyło się tego typu oszczędności raptem na 174 mln zł, w tym nie zlikwidowano ani jednej instytucji. Co prawda PiS zapowiadało, że w pierwszym roku funkcjonowania jego rządu nie uda się osiągnąć 100 proc. planu, ale 10-procentowe wykonanie rozczarowuje, pisze gazeta.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/1206547,11,item.html

Dziady zmiejszają bezrobocie...... Nie wiem co pisać bo ręce mi opadaja.......


czwartek, 01 grudnia 2005
Dziadostwo z lewej strony, dziadostwo z prawej strony

"Aleksander Kwaśniewski wszczął procedurę ułaskawieniową wobec Zbigniewa Sobotki"

Jak widać na załączonym przykładzie rządzi nami sitwa. Kolesi trzeba chronić, bo niektórzy wiedzieć mogą zbyt wiele. specjalnie mnie to nie zdziwiło. Można powiedzieć tylko tyle, że powyższy przykład świadczy o totalnej degrengoladzie i patologii elit rządzących
środa, 30 listopada 2005
"Solidarność" broni urzędasów
Pierwszy ostry spór między rządem a "Solidarnością". Związek nie zgadza się na plany odchudzenia administracji i zapowiada obronę urzędników. - Jak rząd nie będzie nas słuchał, cofniemy mu poparcie - mówią szefowie związkowych sekcji. Burzy się też stoczniowa "S".

źródło: www.gazeta.pl

Okazuje się, że rzadowi bokiem zaczyna wychodzić współpraca i poparcie "modlącej się lewicy". Nie wiem, może kierunek słuszny - zatrudnić wszyskich idiotów w administracji a bezrobocie spadnie. Szkoda gadać